dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Targówek: rady na „uciążliwe sklepy”

Od wielu miesięcy wśród mieszkańców Targówka toczy się w internecie ożywiona dyskusja o sklepach monopolowych i „okolicznych pijaczkach”, jak nazwała ich Mariola, która narzeka, że w czterokondygnacyjnym budynku na Targówku mieszkaniowym niedawno otworzono trzeci sklep ze sprzedażą alkoholu, co przyciąga hałaśliwych klientów, często bezdomnych.

Jak zauważa Mariola: „Stali klienci tego przybytku, oprócz spożywania napojów alkoholowych w miejscu publicznym, załatwiają również swoje potrzeby fizjologiczne pod oknami mieszkańców, zakłócają ciszę nocną, zaśmiecają bezpośrednie otoczenie naszych budynków puszkami, butelkami i niedopałkami papierosów. Dość częste interwencje patroli Straży Miejskiej i Policji, nie przynoszą niestety oczekiwanych rezultatów, co powoduje że mieszkańcy (pobliskich) bloków nie mogą liczyć na służby odpowiedzialne za utrzymanie porządku w tej okolicy.” 

„Z jednej strony rozumiem oburzenie – pisze CINEK – bo sam mam 3 sklepy całodobowe w promieniu 100 m i też jest takie bydło, ale też trzeba pamiętać, że nie do końca sklep jest odpowiedzialny za swoich klientów. Nawet jak go zamkną, to nie rozwiąże problemu, tylko przeniosą się w inne miejsce. Obok siebie mam sklep (…), to lumpy śpią na ławkach w okół ???? cały dzień, jak się wyśpią to żebrzą przy wejściu na jakieś najtańsze wino w plastikowej butelce. I co, (…) też powinni zamknąć lub pozbawić licencji na alkohol? Może pousuwać ???? ławki, żeby na nich nie spali? To chyba nie tędy droga.”

„Szkoda wielka, że duży procent tych ludzi pobiera zasiłki w opiece społecznej, potem to przepija i do tego <szczają>, gdzie popadnie. Skoro sklepy funkcjonują i mają się dobrze, to powinno im się nakazać zapłacić te 120 zł za przenośną ubikację, a opieka społeczna skoro sponsoruje to picie (bo panowie mają dobre dokumenty) też powinna się dołożyć” – sugeruje Kasia.

„Problem pijaczków można łatwo rozwiązać, wystarczy, że ci <dzielni strażnicy miejscy>, którzy tak pilnują (wjazdu) mostu w samym centrum Warszawy, będą stać tam przez dłuższy czas 24h/7” – stwierdza SORGFDDFG. 

Natomiast ANIA jest zdania, że: „Jedyna rada to dzwonić, dzwonić i jeszcze raz dzwonić na Straż Miejską i na Policję. Nic tak nie psuje humoru komendantowi jak słabe statystyki w danej okolicy z jego rejonu, co pokazuje że nie radzi sobie z sytuacją i nie potrafi utrzymać porządku i bezpieczeństwa, dlatego zachęcam do aktywności. Wierzę, że małymi kroczkami jesteśmy w stanie zmienić nasze najbliższe otoczenie, właśnie poprzez tępienie i uprzykrzanie życie klientom sklepu (monopolowego).
(…) w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i zapobieganiu alkoholizmowi jest napisane, że dwa potwierdzone przypadki zakłócania porządku w obrębie danego punktu sprzedaży alkoholu (nie budzące wątpliwości) są podstawą do cofnięcia zezwolenia na sprzedaż alkoholu, tak samo jak choćby jeden potwierdzony przypadek sprzedaży alkoholu osobie nietrzeźwej, a to w tym przypadku chyba nie trudno, działajmy zatem!”

Gdyby policja miała tzw. jaja już dawno by sobie poradziła z tym problemem, ale jak widać nie chce za bardzo. A co do koncesji to wiadomo, że sprzedaż alkoholu nie powoduje ukulturalnienia się społeczeństwa, a wręcz przeciwnie. Jednak chyba nasze władze o tym nie wiedzą i wolą ponosić późniejsze większe koszty, niż zapobiegać powstawaniu patologii.” – dodaje JA WIDZĘ I SŁUCHAM TEGO CODZIENNIE.

Nie jest to tylko problem Targówka, ale jego mieszkańcy szukają sposobów na poradzenie sobie z „uciążliwymi sklepami” i hałaśliwymi klientami zaśmiecającymi otoczenie.