dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Prezydenci o „czerwonych twarzach”

Dlaczego wielu Polakom wciąż podobają się prezydenci o „czerwonych twarzach”, ludzie o lewackich skłonnościach i dziwnych powiązaniach, robiących podejrzane interesy? Wielokrotnie kompromitują Polskę, jako jej główni przedstawiciele, a mimo to otrzymują stały poklask ludzi i ich wysokie noty w sondażach ocen. Skandale, które są z ich udziałem, nie szkodzą im w opinii publicznej, gdyż wiele osób widząc „moralny upadek władzy”, znajduje w tym usprawiedliwienie dla swoich negatywnych postaw i zachowań. Antyautorytety – Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego – zamiast blednąć wciąż błyszczą i zachwycają „swojskością”.
Najpierw był przez ludzi hołubiony Alaksander Kwaśniewski, aparatczyk PRL-u, działacz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, oszust w sprawie swojego wyższego wykształcenia. Cierpiał na „chorobę filipińską” i „boleści goleni lewej”, a zasłynął m.in. z tego, że w marcu 1996 r., po mocno nakrapianych naradach z Aleksandrem Łukaszenką w Puszczy Białowieskiej, usiłował wejść do swej limuzyny przez bagażnik.
Ten zatwardziały komuch, domniemany (wiele dokumentów niestety zniszczono) agent SB o pseudonimie „Alek” i współpracownik rosyjskich służb (KGB) o pseudonimie „Kat” (jego „opiekunem” miał być oficer KGB Władimir Ałganow), faktycznie był „prezydentem wszystkich kagiebistów” (Janusz Pałubicki). Nie ma się zatem co dziwić, że przez cały okres swej prezydentury „czerwony” Kwaśniewski „skrycie i jawnie popierał weteranów komunistycznej tajnej policji” (Marek Jan Chodakiewicz), z którą był (jest?) uwikłany.
Ostatnio Kwaśniewski blisko współpracował z oligarchami rosyjskimi, w tym lobbował na rzecz Acronu, rosyjskiego producenta nawozów, który chciał przejąć kontrolę nad polską Grupą Azoty. Ponadto były prezydent został jednym z dyrektorów Burisma Holdings (jak wynika z dokumentów, do których dotarł amerykański portal Buzzfeed), prywatnej firmy działającej na Ukrainie, którą kontroluje człowiek Wiktora Janukowycza. Firma została założona w 2006 r. z siedzibą na Cyprze, a zajmuje się poszukiwaniem i wydobyciem ropy naftowej i gazu. Kwaśniewski robiąc interesy stara się pozostawać w cieniu, choć formalnie jest obecnie osobą prywatną.
Teraz natomiast jest stawiany na piedestale Bronisław „bul” Komorowski, który zwolnił Polaków z obowiązku przestrzegania sztywnych ram ortografii. Choć czasem powołuje się na przywiązanie do etosu piłsudczykowskiego, jest podobnie „reprezentantem skansenu PRL” (Stanisław Janecki), a także lojalnym przedstawicielem „stronnictwa moskiewskiego” (lewicowe skrzydło PO). „W rzeczywistości realizuje program przedwojennej Komunistycznej Partii Polski, która dążyła do likwidacji polskiej państwowości i wcielenia II Rzeczpospolitej do Sowietów” (Julia M. Jaskulska). I podobnie jak Kwaśniewski nie wylewał za kołnierz, także obecny Prezydent RP „chętnie sięga po wszelakie nalewki” (Fakt.pl). Jak donoszą media, wydatki Pałacu Prezydenckiego na alkohol miesięcznie przekraczają 11 800 zł. Czy z tego powodu Komorowski ma „czerwoną twarz”, która – jak w przypadku Kwaśniewskiego – jest charakterystyczna dla osób nadużywających alkoholu? A może to tylko lustrzane odbicie jego lewicowego światopoglądu?
Bronisław Komorowski „całym sercem i duszą zaangażował się w obronę byłych Wojskowych Służb Informacyjnych, będących przez cały okres swego istnienia w III RP niczym więcej jak ‚długim ramieniem’ tajnych służb sowieckich, a potem rosyjskich” (wPolityce.pl). Świadczy o tym choćby fakt, że był jedynym posłem Platformy Obywatelskiej, który głosował przeciwko rozwiązaniu WSI i jako wpływowy polityk chronił ich gospodarcze, ciemne interesy. „Polska aferalna, Polska służb – to kraj Bronisława Komorowskiego” (Piotr Jakucki). Jako prezydent otoczył się ludźmi komunistycznych Wojskowych Służb Informacyjnych (płk. Aleksander Lichocki, płk. Leszek Tobiasz i inni). „Komorowski stoi właśnie tam, gdzie kiedyś stało ZOMO. Oczywiście symbolicznie. Jego obrona WSI, bliska współpraca z generałami z WSI, jest symbolem jego powiązań z patologiami PRL-u i III RP” (Szymon Zyberyng).
Komorowski – podobnie jak Kwaśniewski – jest „nagminnym kłamcą” (Wojciech Sumiński), a także politykiem „drętwym, dupowatym, nie mającym pojęcia o ekonomii” (Tomasz Sakiewicz). Jako Prezydent RP okazał się „mistrzem” gaf, jak choćby w rozmowie z prezydentem USA Barackiem Obamą, czy „kradnąc” kieliszek królowej Sylwii podczas wznoszenia toastu na cześć szwedzkiej pary królewskiej. Ma także problemy z etykietą i protokłem dyplomatycznym. Przypomnijmy, jak Komorowski usiadł zanim w sąsiednim fotelu miejsce zajęła kanclerz Angela Merkel, a gdy niemiecka polityk mokła na deszczu, nie użyczył jej parasola. Prezydent znany jest również z wpadek językowych i przejęzyczeń. Na pogrzebie noblistki Wisławy Szymborskiej wygłaszając mowę powiedział „Czymborska”, a podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego wymówił nazwę najwyższego polskiego odznaczenia jako „virtuti militarne”.
A jednak tacy ludzie, jak Kwaśniewski i Komorowski imponują wielu Polakom i im odpowiadają jako prezydenci. I to jest właśnie dramat Polski, jakaś kompletna tragifarsa i paranoja, że od władzy, mimo wypowiadanych oczekiwań, w rzeczywistości nie wymagamy wyższych standardów, zadowalamy się pozorami. Niestety – jak pisał jeden z internautów – „wielu z nas wciąż ma zabełtane w mózgach”. Kiedy zatem wreszcie wyrwiemy się z tego zaklętego kręgu ludzkiej ślepoty i naiwności?

Artur Górski