dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Czy wprowadzić przezroczyste urny wyborcze?

Co jakiś czas, przeważnie przed kolejnymi wyborami, wraca kwestia wprowadzenia w Polsce przezroczystych urn. Zwolennicy tego rozwiązania, do których i ja należę, uważają, że przezroczyste urny zmniejszą ryzyko manipulacji przy samym głosowaniu i ograniczą możliwość dosypania głosów (kart do głosowania). W niektórych krajach europejskich już stosowane są przezroczyste urny, czego byłem świadkiem na Litwie, gdy wykonywałem obowiązki międzynarodowego obserwatora w tamtejszych wyborach.
Jak wynika z obowiązującego ustawodawstwa i praktyki, z 28 państw europejskich przezroczyste urny stosuje się obligatoryjnie w 6 państwach: Bułgarii, Francji (od 1991 r.), Grecji (od 2006 r.), Hiszpanii (od 1977 r.), Holandii i na Łotwie (od 2013 r.). W niektórych krajach (np. Szwecja i Litwa) dopuszcza się urny przezroczyste, ale kwestię tę zostawia w gestii samorządu (gminy, rejonu), który decyduje, jakiego rodzaju urny udostępnia obywatelom na wybory.
Na Litwie w wyborach w 2008 r. 10 samorządów na 60 rejonów wprowadziło urny przezroczyste na miejsce drewnianych (kartonowych), w tym rejon solecznicki, zarządzany przez Polaków. Miałem wówczas okazję rozmawiać z wyborcami o przezroczystych urnach. Większość popierała takie rozwiązanie, zwiększające transparentność wyborów. Zwrócono jednak uwagę na dwa mankamenty przezroczystych urn: 1. Karta wpadająca do urny może się otworzyć i ujawnić preferencje wyborcze danego wyborcy wbrew jego woli, 2. Widoczne przez przezroczyste ścianki urny skreślenia komitetów wyborczych i nazwiska kandydatów na kartach wyborczych mogą sugerować kolejnym wyborcom, jak mają głosować. Kwestię tę rozwiązano na Słowenii, gdzie od 2007 r. stosuje się urny wyborcze wykonane z materiału przepuszczającego światło, lecz o „mlecznej”, matowej strukturze. Zatem widać przez ścianki, czy w urnie są karty wyborcze i w jakim stopniu ją wypełniają, ale same karty nie są czytele, a zatem tajemnica głosowań zostaje zachowana.
Polskie samorządy są przeważnie przeciwne wymianie urn, bo wiąże się to z kosztami. Obecna administracja rządowa, kierowana przez PO i PSL także nie jest zainteresowana wymianą urn, bo dziś łatwiej o „cuda nad urną”. Przykładem może być komisja w Brukseli, gdzie doliczono się 98 kart więcej, niż wydano, a także niektóre komisje na Mazowszu, w których padło niemal 100 proc. głosów na PSL. Miałem też sygnały od rodzin mieszkających w Warszawie o nieprawidłowościach przy urnach, o które byłoby trudniej, gdyby urny były przezroczyste. Teraz urn już się nie da wymienić na listopadowe wybory. Ale może warto o nich poważnie pomyśleć przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi?

Artur Górski