dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Gra imperatora

Kiedy zaognił się konflikt na Krymie i było jasne, że tamtejsze oddziały rosyjskiej samoobrony to regularne wojska rosyjskie, rozdzwoniły się telefony między głowami państw. Jako jedna z pierwszych zadzwoniła kanclerz Niemiec Angela Merkel do swego przyjaciela prezydenta Rosji Władymira Putina. Po tej rozmowie miała powiedzieć zbulwersowana do prezydenta USA Baracka Obamy, że Putin „jest odrealniony, żyje w innym świecie”. Tak, Putin żyje w świecie marzeń o imperialnej Rosji, przekonany o swojej wielkości, o potędze Rosji i jej armii oraz o słabości i tchórzliwości Zachodu.
Putin chce przejść do historii jako odnowiciel Rosji, budowniczy „trzeciego Rzymu”, który stanie się centrum świata. Moskwa ma stać się nie tylko polityczną, ale także duchową alternatywą dla Waszyngtonu, Berlina i Brukseli, które – jak twierdzi Putin – zagubiły europejskiego ducha, zaprzepaściły europejskie wartości. Dlatego, gdy Europa się laicyzuje i marginalizacje chrześcijan, Putin realizuje sojusz „tronu i ołtarza”, coraz bliżej współpracuje z hierarchią prawosławną i podnosi hasła moralnej odnowy, wobec gnijącego moralnie Zachodu. Chodzi przede wszystkim o sprzeciw wobec rewolucji seksualnej, ideologii gender i postulatów lobby gejowskiego. Nie ma się zatem co dziwić, że tym hasłom daje się zwieść część tradycyjnej prawicy, skoro w amerykańskich mediach sympatyzujących z republikanami można spotkać się z wizją Władimira Putina jako lidera światowego konserwatyzmu. W rzeczywistości jest to misternie budowana konstrukcja propagandowa, która ma przykryć azjatyckiego, turańskiego ducha Moskwy, ducha zamordyzmu, który kpi z wolności i demokracji.
Putin chce być prawdziwym imperatorem – zdobywcą. Jako rzeczywisty spadkobierca imperialnej tradycji sowieckiej i duchowy spadkobierca cywilizacji turańskiej, dla którego państwo jest prywatnym folwarkiem, a jego wola najwyższym prawem – świetnie nadaje się do tej roli. Widać to szczególnie w jego polityce zagranicznej, która jest coraz bardziej agresywna i bezwzględna, choć maskowana demokratycznymi frazesami i pięknymi słowami o pokoju, które mają uspokoić Zachód, coraz bardziej bezbronny wobec Moskwy. Zachód jest bezbronny i bezwolny, bowiem niektóre europejskie państwa, w tym właśnie Niemcy, są uwikłane w interesy prowadzone z Rosją i dbające egoistycznie o swoje partykularyzmy, z nadzieją, że z imperatorem jakoś się ułożą.
A imperator działa, powoli odbudowuje imperium. Z jednej strony w Azji Środkowej kształtuje się nowa oś geopolityczna, którą tworzą Federacja Rosyjska, Uzbekistan i Kazachstan. Z drugiej strony Rosja przy pomocy „polityki ropy i gazu”, poprzez agentów wpływu i służby specjalne, wspiera prorosyjskie partie i rządy w Europie Wschodniej. W rosyjskiej strefie wpływów, obok wiernego Aleksandra Łukaszenki na Białorusi, znalazły się w ostatnich latach Gruzja i Ukraina pod rządami Wiktora Janukowycza, a na celowniku są kraje nadbałtyckie: Estonia, Łotwa i Litwa, z dużymi mniejszościami rosyjskimi. (Kluczowa dla Rosji jest Litwa jako potencjalny „korytarz” przemarszu wojsk rosyjskich do obwodu kaliningradzkiego.) Także w Polsce zaobserwowano aktywizację służb specjalnych Rosji w ostatnich miesiącach. Wielce prawdziwe mogą okazać się słowa prezydenta Polski ś.p. Lecha Kaczyńskiego, który w 2008 r. w Tbilisi przestrzegał świat: „dziś Gruzja, jutro Ukraina i kraje nadbałtyckie, później może Polska”.
Obecnie rozgrywka toczy się o Ukrainę i tę rozgrywkę Zachód przegrywa na własne życzenie. Po atrapie referendum imperator Putin bez jednego wystrzału ze strony Ukraińców, przy faktycznej bierności pacyfistycznego Zachodu i USA, które boją się wojny i ograniczyły się do słownych protestów, oficjalnie zaanektował Krym. Przyłączenia Krymu do Rosji dokonano w iście imperialnym stylu. Kluczowe orędzie w tej sprawie Putin wygłosił w okazałej, pełnej imperialnego przepychu sali gieorgijewskiej wielkiego kremlowskiego pałacu. Putin wyszedł do sali przy dźwiękach fanfar, a przemawiał na stojąco, z rosyjskimi flagami w tle, na których widniały dawne carskie orły, przywrócone dla rosyjskiej państwowości.
Niektórzy twierdzą, że Krym to „nagroda pocieszenia” dla Rosji po utracie kontroli nad całą Ukrainą. Inni uważają, że to dopiero początek agresji na Ukrainę, bo imperator głodny jest ziemi i chwały, i ukraińskiego przemysłu ze wschodniej Ukrainy.
Aneksja Krymu przez Rosję przypomina przyłączenie Kraju Sudeckiego przez III Rzeszę, a nawet Anschluss Austrii, w której w referendum za połączeniem z Rzeszą Niemiecką miało opowiedzieć się 99,7 proc. mieszkańców Austrii. Jaki będzie kolejny cel imperatora Putina, który z uśmiechem na ustach gra na nosie zachodnim politykom? Wkrótce dowie się o tym świat i jak zawsze zostanie jego agresją zaskoczony i zapewne znów będzie całkiem tchórzliwie bezradny.

Artur Górski