dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Niezłomnie stać przy Kościele wojującym

Jesteśmy świadkami rozpanoszonej krytyki, miotającej pod byle pretekstem, prawdziwym lub wyimaginowanym, gromy oburzenia na Kościół i jego przedstawicieli. Widzimy zorganizowany atak, który objawia się w różnej formie, począwszy od dyskryminacji w miejscu pracy, a skończywszy na brutalnym prześladowaniu osób wierzących. Szczególnie nasila się atak lewicowych, postępowych mediów na Kościół instytucjonalny, na hierarchów i zwykłych kapłanów, a głównym celem tej medialnej nagonki jest podważanie autorytetu osób duchownych, by wierni tracili do nich zaufanie i odchodzili z Kościoła.
To nie pierwsza i nie ostatnia fala krytyki i ataku na Kościół, ale też, jak poprzednie, musi mobilizować osoby duchowne i świeckich katolików, by trwali w jedności, we wzajemnym zaufaniu. Jak pisał Św. Ignacy Loyola, osoby wierzące muszą przede wszystkim pozostawać w ufności wobec Ducha Świętego, który Kościołem rządzi i go zachowuje, ale taż koniecznym jest, aby myślą, uczuciem i czynem niezłomnie trzymały z „Kościołemc wojującym” (Ecclesia militans).
„Pojęcie Kościoła wojującego nie jest dziś modne. W rzeczywistości jednak coraz lepiej rozumiemy, że jest prawdziwe, oddaje coś z prawdy. Widzimy, że zło chce opanować świat i konieczne jest podjęcie walki ze złem. Widzimy, że zło posługuje się w tym wieloma sposobami: okrutnymi, uciekając się do różnych form przemocy, ale też udaje dobro i w ten sposób narusza moralne fundamenty społeczeństwa” – mówił papież Benedykt XVI podczas spotkania z kardynałami w Watykanie z okazji swoich 85 urodzin. I dodał: „Jesteśmy w ‚drużynie’ Pana, a zatem w drużynie zwycięskiej”.
Musimy przy tym pamiętać, że tradycyjna teologia wyróżniała, o czym czasami się dziś zapomina, Kościół na ziemi (wojujący), w czyśćcu (cierpiący) i w Niebie (tryumfujący). Symbolami Kościoła wojującego pozostają: Maryja, która miażdży głowę wężowi (smokowi), będącemu symbolem zła i Michał Archanioł, który jako pierwszy wystąpił zbrojnie przeciw zbuntowanemu Lucyferowi z zawołaniem „Któż jak Bóg”.

Czasy przełomu, czasy kryzysu

Kiedy patrzymy na przeszłe dzieje, ileż odnajdujemy analogii do dzisiejszych czasów: w komuniźmie, w Rewolucji Antyfrancuskiej, czy w prześladowaniach ze strony angielskich czy skandynawskich protestantów. To na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych, kiedy przyszło żyć i działać Św. Ignacemu Loyoli, dokonywało się zniszczenie, niewola i śmierć wielu chrześcijan z rąk wyznawców Islamu. Działania Ignacego jako szermierza kontrreformacji były natomiast odpowiedzią na szerzącą się herezję protestancką, która zagrażała Kościołowi. W tamtych czasach Kościół szczególnie musiał być wojujący.
Czasy Ignacego to zwycięstwa Imperium Osmańskiego, zdobycie Belgradu, rozgromienie chrześcijańskiego rycerstwa pod Mohaczem i plany Turków podboju całej Europy oraz zagłady Chrześcijaństwa. Wielokrotnie wrogowie Kościoła absorbowali myśli Ignacego, który podejmował śmiałe plany kontrataku Krzyża przeciwko Półksiężycowi, zrealizowane wcześniej w Grenadzie, a później w słynnej bitwie pod Lepanto. W rekonkwiście na Półwyspie Iberyjsim walczyli jego przodkowie, zaś we wspomnianej bitwie morskiej jego współbracia duchowni uczestniczyli jako kapelani wojskowi, zagrzewając wojska chrześcijańskie do zwycięskiej walki z Turkami.
Znacznie bliższym, bo wewnętrznym zagrożeniem dla Kościoła okazał się protestantyzm, którego głównym propagatorem był Marcin Luter. Występował on przeciw nauce i władzy Kościoła, by w roku 1520 obłożony klątwą kościelną odrzucić władzę papieską i zerwać z tradycją katolicką. Luteranizm zrodził powszechny zamęt i religijną rewolucję najpierw w państwach niemieckich, a później w państwach skandynawskich, które odrzuciły Kościół, a ich władcy zagarnęli dobra kościelne. W Anglii nie tylko tępiono prawowitą religię, ale wręcz posunięto się do krwawego prześladowania katolików. Ten stan wewnętrznego rozbicia Europy odsłonił też słabość naszego kontynentu przed najazdem Turków, których z takim trudem wojska katolickie, dowodzone przez króla Jana III Sobieskiego, zatrzymały pod Wiedniem.
Jednak Kościół powszechny nie był bez winy. Uwidoczniły się, stanowiąc pożywkę dla protestantyzmu, zgubne wpływy na stan życia religijnego i moralnego wśród katolików. Bogatsi często hołdowali zbytkowi i rozwiązłości, podważając autorytety moralne i religijne. Natomiast biedniejsi staczali się w odmęty niewiedzy o podstawowych prawdach wiary i zasadach życia chrześcijańskiego, skoro duchowni, sami często grzesząc niskim poziomem intelektualnym, zaniedbywali ich edukację i duszpasterstwo. Dlatego nie dziwi fakt, że w takich warunkach łatwo było wywołać bunty społeczne, a herezje znajdowały podatny grunt.
Kościół, natchniony Duchem Świętym, musiał żywo zareagować na tę sytuację rozkładu religijnego i kryzysu moralnego. Jednym z tych, w którym Kościół pobudził zapał serca do wewnętrznej naprawy, a sam Jezus Chrystus powołał w szeregi swego „rycerstwa”, był Ignacy Loyola. Ten Bask dla dzieła odrodzenia stanął zdecydowanie po stronie Kościoła i Ojca Świętego, i wraz z przyjaciółmi połączył się w Towarzystwie Jezusowym, które stało się wybraną „drużyną Pana”.

W jedności z Kościołem

Ignacy Loyola był autorem rozważań, w których stara się uchwycić i opisać właściwą postawę względem Kościoła. Jest ona oparta na dwóch podstawowych założeniach. Pierwsze kieruje się pewnością, że Duch Święty rządzi i kieruje nieomylnie Kościołem. A zatem, jak pisał w „Ćwiczeniach Duchownych”, „między Chrystusem, naszym Panem i Oblubieńcem, a Kościołem, Jego Oblubienicą, działa ten sam Duch, który nami kieruje i rządzi ku zbawieniu innych dusz”. A ponadto „Świętą Matką naszą, Kościołem, rządzi ten sam Duch i Pan nasz, który nam dał dziesięć przykazań”. W związku z powyższym „trzeba mieć umysł gotowy i skory do okazania posłuszeństwa we wszystkim prawdziwej oblubienicy Chrystusa, Pana naszego, czyli naszej świętej Matce, Kościołowi hierarchicznemu”. Święty Kościół bowiem, natchniony Duchem Chrystusowym, jest nieomylny, a zatem niepodważalny.
Drugie założenie opiera się na przeświadczeniu, że nie należy krytykować, tym bardziej nie wolno potępiać Kościoła, a zamiast tego lepiej przyjmować i pochwalać to, co Kościół nakazuje i zaleca w swoim nauczaniu. Zatem należy „wychwalać wszystkie przykazania kościelne i być wewnętrznie gotowym do wyszukiwania dowodów w ich obronie, a nigdy do ich zwalczania”. Takie postępowanie jest budujące i umacniające Kościół.
Podobnie należy postępować taktownie i roztropnie względem księży i biskupów, których dekrety i polecenia co do zasady należy uznawać i pochwalać, a unikać publicznej krytyki wypowiedzi czy zachowań osób duchownych. Szczególnie publiczne (dziś byśmy powiedzieli – medialne) wywlekanie ich błędów i grzechów nie jest wskazane, gdyż to „zrodziłoby raczej szemranie i zgorszenie wśród ludzi”, szczególnie u ludzi prostych, którzy łatwo ulegają sugestiom i podszeptom. Tym samym takie postępowanie osłabiałoby jedność i spójność Kościoła, i byłoby szkodliwe. Jeśli zaś faktycznie zaistniały złe obyczaje, lepiej o tym rozmawiać bezpośrednio z przełożonymi osobami duchownymi, czyli „z tymi, którzy mogą temu zaradzić”. Nie chodzi tutaj o ukrywanie przed publicznością ludzkich słabości czy błędów osób duchownych, lecz o skuteczne działanie przeciw szatanowi, który szczególnie do ataków na Kościół podjudza  osoby niewierzące i zawistne.

Konkretne zalecenia

Ignacy Loyola widział anarchię wywoływaną w Kościele przez jego wrogów, którzy podważali i odrzucali nie tylko podstawy kultu, ale także tradycję. Dlatego przede wszystkim zaleca praktykę spowiedzi przed kapłanem i Komunii Świętej, zgodnie z nauczanem Kościoła przynajmniej raz w roku. Jednak założyciel Towarzystwa Jezusowego uważa za wskazane przyjmowanie Najświętrzego Sakramentu raz w miesiącu, a najlepiej co tydzień „z zachowaniem wymaganych i należnych warunków”.
Zaleca również częsty udział we Mszy św., śpiewy liturgiczne oraz modlitwy w kościołach, ale także poza nimi. Pisał, że należy: „Chwalić częste słuchanie Mszy świętej, a także śpiewy, psalmy, długie modlitwy w kościele i poza nim. Podobnie godziny ustanowione w pewnych porach, przeznaczone na całe Boże oficjum i na wszelkie modlitwy i na godziny kanoniczne”. Jednym słowem katolik nie powinien ograniczać swojej modlitwy do budynku kościelnego, w miarę możliwości na modlitwę poświęcać wiele czasu i sięgać po różne formy modlitwy przewidziane przez Kościół.
Ponadto zaleca poszanowanie i wierność przepisom Kościoła w dziedzinie postów i zachęca do abstynencji w różnych okresach roku kościelnego. Uważa także za bardzo wskazane podejmowanie umartwień zewnętrznych i wewnętrznych. Uważał, że – jak pisał – należy chwalić „postanowienia o postach i o wstrzemięźliwości, na przykład podczas Wielkiego Postu, dni krzyżowych, wigilii, piątków i sobót. Podobnie pokuty nie tylko wewnętrzne, ale i zewnętrzne”. Wbrew protestanckim zaleceniom odnośnie budynków kościelnych i kultu obrazów, uważał, że trzeba popierać ozdabianie kościołów, jak również oddawać cześć obrazom „odpowiednio do tego, co przedstawiają”. Zalecał także, by zgodnie z przepisami używać wszystkich szat liturgicznych, bez ograniczeń, upraszczania i ubożenia ich.
Ignacy bronił dziewictwa, zakonów i ślubów zakonnych, które są podważane i kwestionowane. Zalecał życie według rad ewangelicznych, w tym wskazywał na konieczność życia duchownych w zgodzie ze ślubami posłuszeństwa, czystości i ubóstwa, które staną się filarami Towarzystwa Jezusowego. Jak pisał: „Należy wychwalać śluby zakonne posłuszeństwa, ubóstwa i czystości, i inne sposoby doskonałego wyrzeczenia się. Trzeba też zwrócić uwagę, że ponieważ śluby się wiążą z doskonałością ewangeliczną, nie powinno się czynić ślubu co do rzeczy, które od niej oddalają.” Wskazywał przy tym, że nie należy składać np. ślubów, że zawrze się związek małżeński lub będzie pracowało w określonym zawodzie.
Wbrew temu, że wrogowie katolicyzmu odrzucają i wyśmiewają kult świętych i ich relikwii, Ignacy uważał, że kult ten jest przejawem wierności Kościołowi i głębokiej wiary. Taki sam stosunek miał autor „Ćwiczeń Duchownych” do różnych praktyk pobożności zewnętrznej Kościoła, jak odbywanie pielgrzymek, zdobywanie odpustów, zwłaszcza z racji różnych jubileuszów, czy obchodzenia stacji w duchu pokuty. Generalnie zachęcał do kultywowania różnych tradycyjnych przejawów pobożności, w tym do palenia świec w kościołach przed obrazami świętych czy przed Przenajświętrzym Sakramentem. Stwierdzał, że należy „wychwalać relikwie świętych, oddawać im cześć i modlić się do świętych. Chwalić trzeba odprawianie stacji, pielgrzymowanie, odpusty, jubileusze, krucjaty i zapalanie świec w świątyniach”. Zachęcanie do udziału w krucjatach pokazuje jego żywe zainteresowanie odzyskaniem Ziemi Świętej dla chrześcijan, co dziś byśmy odczytywali jako zmagania o odzyskanie pozycji i szacunku dla katolików w świecie, by w Kościele wojującym odważnie stawiać czoło dyskryminacji i prześladowaniom, podejmując walkę ze złem.
W moich rozważaniach pomijam zagadnienia ściśle teologiczne (m.in. zagadnienie predestynacji, wiary i dobrych uczynków, łaski i wolnej woli), których katolicka wizja była kwestionowana przez heretyków, a rozwijana przez Św. Ignacego właśnie z powodu szerzącej się reformacji. Jednak, jak pisał ks. Mieczysław Bednarz S.J., wszystkie reguły Św. Ignacego o trzymaniu z Kościołem „są wciąż aktualnym kodeksem prawdziwie chrześcijańskiego życia w Kościele i współżycia z Kościołem. Odejście od nich, choćby w jednym punkcie, naraża na szwank nasz stosunek do Kościoła, Oblubienicy Jezusa Chrystusa i jego Ciała Mistycznego”. Nie tylko musimy wierzyć w Boskie pochodzenie i posłannictwo Kościoła, ale powinniśmy brać współodpowiedzialność za jego losy na ziemi. Należy pamiętać, że tylko dzięki miłości do Boga, zaufaniu wobec osób duchownych i odważnej oraz roztropnej aktywności wszystkich osób wierzących, Kościół, umocniony naszą niezłomną wiernością, może stać się Kościołem prawdziwie wojującym – o zwycięskiego Chrystusa Króla.