dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Boży żołnierze – ku doskonałemu posłuszeństwu

„Posłuszeństwo jest jedyną cnotą, która szczepi w duszy inne cnoty,
a zaszczepionych strzeże.”
Św. Grzegorz

Od wieków krążą mity na temat wielkich wpływów w Kościele i na papieży Towarzystwa Jezusowego, który – postrzegany jako tajemniczy i kontrowersyjny – kiedyś był porównywany z masonerią, a na przełomie XX i XXI w. jest kojarzony z postępowymi nurtami w katolicyzmie. Nieco światła rzucił na tę kwestię papież Benedykt XVI, według którego zaistniała potrzeba potwierdzenia przez jezuitów „całkowitego posłuszeństwa” wobec nauki Kościoła. Słowo „posłuszeństwo” jest bowiem kluczem do zrozumienia specyfiki tego zakonu.

To „posłuszeństwo” powinno znaleźć potwierdzenie – pisał papież Benedykt XVI w liście z 10 stycznia 2008 r. do ustępującego przełożonego generalnego jezuitów Petera-Hansa Kolvenbacha – „w relacjach między Chrystusem a religiami, w podejściu do niektórych aspektów teologii wyzwolenia i w różnych sprawach dotyczących moralności seksualnej, zwłaszcza jeśli chodzi o nierozwiązalność małżeństwa i duszpasterstwo osób homoseksualnych”. W czasach, gdy „uwagę naszych współczesnych rozprasza tyle skłóconych głosów”, Kościół „potrzebuje jeszcze bardziej (…) wierności, która wyróżnia jezuitów” w głoszeniu „jedynego, niezmiennego przesłania zbawienia, jakim jest Ewangelia” – czytamy w liście papieża, dla którego u jezuitów nie ma wierności bez posłuszeństwa. Jak zatem jest z posłuszeństwem, z wolą wyrażającą gotowość do wykonania każdego polecenia przełożonego, porównywaną przez Św. Ignacego Loyolę z laską starca, która pozwala się poruszać całkowicie według jego woli?

Jezuici jak „macedońska falanga”?

Posłuszeństwo, a szczególnie dodatkowy, czwarty ślub – posłuszeństwo wobec papieża, to swoista wizytówka jezuitów, która jednych fascynowała, a u innych wywoływała różne skojarzenia i obawy. Posłuszeństwo powodowało elitarność, ale też podkreślało odrębność od innych zakonów, stwarzając niekiedy, jak się wydaje, pozory pychy i wyniosłości. Przez posłuszeństwo jezuici byli uważani za zakon o żelaznej dyscyplinie i wojskowej karności, porównywany do macedońskiej falangi, która składała się z wojowników odważnych, zdyscypliowanych, dobrze uzbrojonych i doskonale wyszkolonych. Przy czym, co ciekawe, choć sam Św. Ignacy był żołnierzem, zanim zawierzył siebie Bogu, nigdy później pisząc o posłuszeństwie nie odwoływał się do subordynacji wojskowej i życia wojskowego, choć sami jezuici niekiedy tak postępowali. O. Edward Czaja S.J. pisał: „W przyjęciu decyzji nie ma demokracji, jesteśmy jak lekka kawaleria. Są ci, którzy decydują mając bez wątpienia szerokie rozeznanie problemu, i są ci, którzy wykonują zlecone im zadania.”

Posłuszeństwo było kojarzone z gotowością jezuitów do każdej pracy, do wykonania wszelkich zadań, także nakładanych na nich przez papieży, przedstawicieli Boga na ziemi. Jak pisał ks. Hugo Rahner S.J., posłuszeństwo jest w jezuicie „rączością i pośpiechem, aby zawsze odpowiedzieć na każdy zew Boży”. Podejmowane w tym duchu przez członków Towarzystwa różne dzieła, począwszy od działalności duszpasterskiej i misyjnej na różnych kontynentach, a skończywszy na zajmowaniu się astronomią, mediami, edukacją, w tym uniwersytetami, sprawiało, że zarzucano im zbytni uniwersalizm i zachłanność, swoisty jezuicki ekspansjonizm, którym mieli wyrywać dla siebie tereny uprawiane do tej pory przez inne zakony. Dlatego też inne organizacje kościelne spoglądały na jezuitów jak na konkurentów, zazdroszcząc im wpływów, potęgi i domniemanej władzy. Takie często było przeświadczenie zewnętrznych obserwatorów, którzy w ostatnich latach dostrzegali np. swoistą rywalizację między Towarzystwem Jezusowym a znacznie młodszą prałaturą Opus Dei. Dla Dzieła Bożego kwestia posłuszeństwa, choć nie tak sformalizowana jak w przypadku jezuitów, jest równie ważna.

Jezuickie posłuszeństwo było zatem kamieniem węgielnym dla jezuitów, ale zarazem kamieniem obrazy dla wielu innych. Jak pisał ks. Mieczysław Bednarz S.J., dzięki posłuszeństwu „zakon jest wewnętrznie zwarty, w działaniu sprawny, w organizacji niezawodny, ciosy dobrze znoszący i skutecznie je odpierający, na wszystko się waży, a w przedsięwzięciach jest wytrwały”. I dodaje: „Nic przeto dziwnego, że budzi podziw, zazdrość, zawiść, w każdym razie częściej ostrożną i zimną rezerwę niż żywą sympatię, choć i jej Towarzystwu nie brak.” Nie ma wątpliwości, że nawet przez katolików jezuici byli mało zrozumiani i często niechętnie widziani (wszak zakon został swego czasu rozwiązany przez swego protektora i zwierzchnika – papieża).

Ponadto wrogowie Kościoła i wiary tym gwałtowniej ich szkalowali i zwalczali, bo byli kojarzeni z kościołem wojującym, zanim zaczęto postrzegać ich jako awangardę postępu w Kościele. Teraz, gdy po „żelaznym papieżu” Benadykcie XVI wybrano papieżem jezuitę Franciszka z Ameryki Południowej, kojarzonej z teologią wyzwolenia, ta krytyka zdaje się całkowicie milknąć, jakby zapomniano o wciąż obowiązującym w Towarzystwie Jezusowym swoistym dogmacie posłuszeństwa. Bowiem papież Franciszek wizerunkowo zupełnie nie pasuje do obrazu dowódcy „macedońskiej falangi”.

Geneza posłuszeństwa

Kwestia posłuszeństwa, jego faktyczna geneza, została opisana w Formule Instytutu Towarzystwa Jezusowego. Posłuszeństwo ma tam swoje źródło w Bogu i w samym Kościele, ale także w każdej dobrze zorganizowanej społeczności. Zostało opisane w odniesieniu do przełożonych w Towarzystwie i odrębnie do papierza.

Jak zauważył ks. Hugo Rahner S.J.: „Ignacy był jeszcze bardzo średniowieczny, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kochał ład i autorytet więcej niż krzykliwe dytyramby na cześć wolności”. Dlatego każdy w zakonie miał przestrzegać zasad hierarchii, a na szczycie hierarchii stał najwyższy autorytet (po papieżu) generał Towarzystwa, w którego rękach spoczywa „prawo wykonawcze i moc rozkazywania”. Podwładni będą słuchali przełożonych „dla ogromnych korzyści ładu i porządku, już to dla ciągłego ćwiczenia się w pokorze”. Ponadto „winni słuchać przełożonego we wszystkim, co należy do Instytutu Towarzystwa, uznawać w nim Chrystusa jakby obecnego i szanować go, jak przystoi”. Przy czym zasada ta dotyczy całej hierarchii w Towarzystwie, wszystkich jej członków w zakresie ich uprawnień; posłuszeństwo zakonników zawsze pozostaje posłuszeństwem wobec Boga, nigdy wobec ludzi.

Ponieważ całe Towarzystwo i każdy indywidualnie „walczy o sprawy Boże pod wiernym posłuszeństwem Jego Świątobliwości Pawła III i jego następców; a zatem jesteśmy pod rozkazami Namiestnika Chrystusowego i podlegamy jego od Boga pochodzącej władzy”. Zobowiązani do tego odrębnym ślubem, podwładni muszą „natychmiast wykonać cokolwiek Jego Świątobliwość rozkaże dla dobra i postępu dusz i dla rozszerzania wiary; mamy to uczynić bez wymówek i ociągania się, choćby nas wysyłał do Turków, czy do Nowego Świata, czy do luteranów, czy jakichkolwiek innych niewierzących czy chrześcijan”.

Te zapisy w fundamentalnym dla Towarzystwa dokumencie mówią wyraźnie, że posłuszeństwo ma motywacje ascetyczne i apostolskie. Ascetyzm to pragnienie pokory i wyrzeknięcie się siebie „bez żadnych zastrzeżeń”, ale też zapewnienie sobie jasości i pewości woli Bożej, kierownictwa Ducha Świętego, którego wyrazicielem w Kościele jest namiestnik Chrystusa na ziemi – papież. Zgodnie z zamysłem założycieli Towarzystwa, posłuszeństwo powoduje, że jego członkowie stawali się ślepymi narzędziami w ręku papieża, a zatem samego Boga.

Duch apostolski jezuitów, będący drugim źródłem posłuszeństwa, wynikał z natury powszechności Kościoła i uznania za podstawowy obowiązek działalności misyjnej, realizowanej na całym świecie śladami apostołów. Ponieważ posłuszeństwo jezuitów wobec następców Św. Piotra odnosi się szczególnie do misji, cała władza w tym aspekcie należy do papieża.

Bulla Regimini militantis Ecclesiae z 1540 r. mówi wyraźnie, że inicjatywa apostolska cała pozostaje w rękach papieża. Przy czym ze względów praktycznych papież Paweł III dwa lata później zgodził się na rozwiązanie, że generał Towarzystwa może samodzielnie posyłać podwładnych do prac apostolskich w ramach inter fideles – w granich chrześcijaństwa, zaś misje do niewiernych – inter infideles – należą wyłącznie do papieża. Przy czym zasada papieskiego zwierzchnictwa nie została złamana, gdyż generał działa tylko na mocy udzielonej mu władzy przez papieża i całkowitej zależności od Stolicy Świętej. I jeśli w przyszłości przełożony Towarzystwa przejmie osobiście wszystkie obowiązki dotyczące pracy apostolskiej jezuitów, jego władza wciąż będzie płynęła z delegacji papieskiej, od papieża posiadającego w tym zakresie pełną władzę nad zakonem.

Ideał doskonałego posłuszeństwa

Kwestią, do której Św. Ignacy często wracał, był ideał „doskonałego posłuszeństwa”, który jest warunkiem jedności zakonu i realizacji jego misji. Przyjmuje się, że najpełniejszy wykład o tej kwestii pierwszy generał zawarł w Liście o posłuszeństwie z 26 marca 1553 r., skierowanym do jezuitów w Portugalii. Stwierdził w nim, że członkowie Towarzystwa Jezusowego mogą dać się prześcignąć innym zakonom w postach, czuwaniach i innych surowościach, „ale jeśli chodzi o pełnię i doskonałość posłuszeństwa, połączonego z prawdziwym wyrzeczeniem się własnej woli i zaparciem się własnego sądu”, to muszą być najpierwsi ci, którzy służą Bogu w Towarzystwie Jezusowym. To musi być ślepe posłuszeństwo, jak wspomniana laska starca.

Przy czym w tym poznaje się prawdziwych synów Towarzystwa, „że nigdy nie patrzą na osobę tego, którego słuchają, lecz dopatrują się w nim Chrystusa, Pana naszego, dla którego są posłuszni”. I rozwija Św. Ignacy tę myśl: „Nie dlatego bowiem należy słuchać, że przełożony jest bardzo roztropny lub bardzo dobry lub że odznacza się wybitnie jakimiś innymi darami Boga, Pana naszego, lecz dlatego, że jest jego zastępcą i posiada od niego władzę”. Oznacza to bowiem, że należy w każdym przełożonym rozpoznawać Chrystusa, „i z pełnym pobożności oddaniem okazywać w nim cześć Boskiemu Majestatowi”.

Autor Listu o posłuszeństwie wyróżnia trzy stopnie posłuszeństwa. Pierwszy stopień, najniższy polega wyłącznie na „zewnętrznym wykonaniu rozkazu”, ale bez wewnętrznej zgodności z tym, co przełożony chce lub czego nie chce. Mowa tu o posłuszeństwie bez utożsamienia się z wolą przełożonego. Jednak Św. Ignacy uważa, że ten stopień posłuszeństwa jest sam w sobie dobry. Nie ma jakiejś ujmy w tym, że to posłuszeństwo nie jest doskonałe.

Na drugim poziomie posłuszeństwa osoba, która będzie chciała osiągnąć cnotę posłuszeństwa, obok samego wykonania powinna przyswoić sobie wolę przełożonego, „a raczej wyzuwa się z własnej, a przyobleka się w wolę Bożą, którą mu tłumaczy przełożony”. „I niech Wam się nie wydaje – przekonuje Św. Ignacy – że niewielki jest pożytek z Waszej wolnej woli, gdy możecie ją w posłuszeństwie oddać całkowicie temu, który Wam ją dał. Nie tracicie jej przez to, lecz ją udoskonalacie stosując swą wolę do najpewniejszej normy wszelkiej prawości, to jest do woli Bożej.” Tłumaczem woli Bożej staje się przełożony, który rządzi ludźmi w zastępstwie Boga.

Jeśli ktoś chce osiągnąć trzeci, najwyższy poziom posłuszeństwa, powinien starać się złożyć z siebie całkowitą i doskonałą ofiarę, a zatem oprócz woli musi ofiarować rozum i serce. Wtedy nie tylko ma tę samą wolę co i przełożony, ale i to samo mniemanie, poddające swój sąd jego sądowi, o ile tylko uległa wola może nakłonić do tego rozum i serce. Jest zatem rzeczą pewną, że „posłuszeństwo jest całopaleniem, w którym człowiek całego siebie, bez żadnego podziału, ofiaruje w ogniu miłości swemu Stwórcy i Panu przez ręce jego sług”.

W Kanonie posłuszeństwa, którego autorstwo przypisuje się założycielowi Towarzystwa Jezusowego, tak ujęta jest kwestia doskonałego posłuszeństwa, a właściwie jego brak: „Kto słuchając trzyma się ściśle litery rozkazu, nie wnikając w myśl i intencję przełożonego, ten nie jest prawdziwie posłuszny. Kto z reguł i Konstytucji jasno widzi, co powinien czynić, a mimo to czeka na rozkaz, ten nie jest doskonale posłuszny. Kto nie bierze z dobrej strony tego, co mu rozkazują, ten nie jest doskonale posłuszny. Kto w posłuszeństwie nie identyfikuje się do pewnego stopnia z przełożonym, ten nie jest prawdziwie posłuszny.”

Ten kto patrzy na doskonałe posłuszeństwo Św. Ignacego, powinien dostrzegać w tym Basku ducha wiary i miłości do Boga, wielkiego mistyka i kapłana, i dopiero w tym sensie Bożego żołnierza. Jest to ukierunkowanie posłuszeństwa na skuteczność zakonu i poszczególnych jezuitów, którego celem jest powiększenie chwały Boga i ku zbawieniu jak największej ilości dusz.

dr Artur Górski