dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

O taktyce szatana według Św. Ignacego Loyoli

Każdy katolik powinien znaleźć chociaż raz w życiu czas, aby przejść „Ćwiczenia Duchowne” Św. Ignacego Loyoli. Czym są osławione „Exercitia Spiritualia” z czasów kontrreformacji? Choć dotyczą spraw duchowych, mają charakter praktyczny. Jak pisał sam Św. Ignacy, są one napisane „dla przezwyciężenia samego siebie i do uporządkowania swego życia – bez kierowania się jakimkolwiek uczuciem, które byłoby nieuprządkowane”.

 

Myśl tę nasz Święty tak rozwija: „Pod mianem ‚Ćwiczenia Duchowne’ rozumie się wszelki sposób odprawiania rachunku sumienia, rozmyślania, kontemplacji, modlitwy ustnej i myślnej i inne działania duchowne”, których celem jest szukanie i znalezienie woli Bożej „w takim uporządkowaniu swego życia, aby służyło dla dobra i zbawienia duszy”.

 

Jak zauważył ks. Piotr Skarga, Św. Ignacy napisał „Ćwiczenia Duchowne”, które „przedziwnej mądrości i rady na oświecenie dusz ludzkich pełne są. Tymi ćwiczeniami do poznania siebie samego i opuszczenia grzechów wielu ludzi pociągnął, nie tylko prostych, ale i wielce uczonych. I jest nie tak w piśmie i literze, jako w ich sprawie i ćwiczeniu moc osobna Boska, do rady i wykonania wedle stanu każdego potrzeb. Nikt nie wie, aż spróbuje”. Natomiast papież Juliusz III owe rekolekcje nazwał „zbawiennymi nad wszelkie wyrażenie, pełnymi pobożności i świętości, i wielce użytecznymi dla prawdziwego postępu”.

 

Fundamenty

 

W nauczaniu tym wyraźny jest ignacjański teocentryzm, według którego człowiek winien kierować się najpierw chwałą, czcią i służbą Bogu, a dopiero potem zbawieniem własnej duszy, jako skutkiem wcześniejszej postawy. Jak pisze O. Mieczysław Bednarz SJ: „Człowiek całkowicie w czasie i w wieczności podporządkowany jest Bogu – jego chwale i służbie, choć wie, że to podporządkowanie jest równocześnie koniecznym warunkiem jego własnego zbawienia i szczęścia. Nie Bóg zbawiający jest na usługach człowieka, lecz przeciwnie człowiek zbawiony na usługach Boga. Służba jest nieodzownym warunkiem zbawienia, ale podjęta jest przede wszystkim jako obowiązek święty wobec Boga”. Zatem prawdą zasadniczą tego twierdzenia są słowa: człowiek jest Boży i dla Boga, a Bóg jest dobrem i szczęściem człowieka. Ale, o czym należy pamiętać, ideałem Ignacego jest miłość, ale miłość czynna, służebna, pomocna. Ona jest głównym motorem działania człowieka dla Boga.

 

Nie ma wątpliwości, że w nauczaniu Ignacego widać wielkość i wolność człowieka. Czym one się obiawiają? Przede wszystkim człowiek jest sługą Bożym, ale królem stworzenia. Ma on nad sobą tylko jednego pana – Boga i Stwórcę, a pod sobą wszystko, cały świat stworzony. Człowiek przyjmuje stworzenia z rąk Ojca. Przyjmuje je jako dobre dary i pomoce do osiągnięcia swego celu ostatecznego – uwielbienia Boga przez swoje zbawienie. Zatem człowiek, obok środków nadprzyrodzonych, w swojej wolności może wybierać i sięgać po ludzkie środki, godziwe i naturalne, o ile mu pomagają do osiągnięcia celu. O. M. Bednarz SJ twierdzi wręcz, że tą celowością, swoistą praktycznością, natchnął swój zakon „duchem pogodnej przedsiębiorczości”, który jednak daleki jest zarówno od zarozumiałego racjonalizmu, jak i niezdrowego i naiwnego kwietyzmu, skoro rozum i wola wciąż mają współpracować z łaską Bożą.

 

Wolność człowieka oznacza w tym przypadku odrzucenie namiętości, uczuć, sympatii i antypatii do stworzeń. „Jest natomiast piękną i rozumną wolnością, nieskrępowaną żadną tyranią ani własnych namiętności, ani też przemożnego wpływu otaczających człowieka stworzeń.” Tu objawia się tzw. „obojętność ignacjańska” na zewnętrzne podniety, w tym materialne. Widać tu swoiste „ubóstwo duchowe”, które jest przepełnione pokorą. Człowiek „obojętny” usuwa w cień własną osobę i nie kieruje się względem na własne ja, na własne przyjemności czy przykrości, ale jedynym względem jest chwała Boża i służba Bogu.

 

Trzeba przy tym zwrócić uwagę na rzecz ciekawą, odróżniającą u zarania Jezuitów od innych zakonów. Otóż Św. Ignacy nie lekceważąc cielesnych umartwień i surowości pokutnej, nie przywiązywał do nich zbyt wielkiej wagi. (Gdy zauważył, że wegetarianizm utrudnia mu modlitwę, zaczął jeść ponownie mięso.) Najmocniej zalecał „umartwienie wewnętrzne”, które miało polegać m.in. na zaparciu się siebie, własnej woli. Tu ma swe źródło idea jezuickiego posłuszeństwa, gdzie trzeba stale rezygnować z własnego punktu widzenia i poddawać się w swojej wolności sądowi i woli przełożonych, w tym Ojcu Świętemu.

 

Zatem fundamenty dla Św. Ignacego to miłość, służba (praca) i pokora, których celem jest więcej i lepiej dla Boga. Predylekcja jego kieruje się zawsze tam, gdzie można więcej zdziałać dla Bożej chwały i dobra dusz. To się nazywa „maksymalizm ignacjański”, który został zawarty w trosce o „więcej i lepiej”. Chodzi zatem o większą chwałę Bożą, o lepszą służbę Bogu, o większą pomoc duszom. Jest to troska o hojność apostolskiego czynu, apostolskiego daru z siebie pod wpływem roztropnej miłości ku Bogu i ku ludziom.

 

Stan pocieszenia i strapienia

 

Św. Ignacy proponuje reguły rozeznania duchów, na dobre i złe. Przy czym Święty jako punkt wyjścia bierze dwa stany ludzkiej duszy – pocieszenia i strapienia, podczas których dusza doświadcza działania zarówno Boga, jak i szatana, oświeceń łaski i podszeptów kusiciela.

 

Nasz Święty szczególnie zwraca uwagę na stan strapienia, podczas którego człowiek jest bardzo podatny na działanie złego. Strapienie, które jest przeciwnym stanem do pocieszenia, niesie z sobą zaciemnienie i zaniepokojenie duszy, pociąg do rzeczy niskich i przyziemnych, zament pod naporem różnych pokus. Wówczas pojawia się osłabienie miłości i nadziei, co pcha duszę do zniechęcenia i zwątpienia. Człowiek czuje się dalej od Boga, ociężały, smutny, bez zapału, pełen myśli ponurych i przygnębiających. To najlepsza pożywka dla szatana. Strapienie dla Świętego to „ciemność w duszy, zakłócenie w niej, poruszenie do rzeczy niskich i ziemskich, niepokój z powodu różnych miotań się i pokus, skłaniający do nieufności, bez nadziei, bez miłości. Dusza stwierdza wtedy, że jest całkiem leniwa, letnia, smutna i jakby odłączona od swego Stwórcy i Pana”.

 

Św. Ignacy zaleca w tym czasie spokój wewnętrzny, unikanie duchowej paniki, większą czujność i nieufność wobec myśli i zamysłów, które się w nas pojawiają, a zarazem zachęca do walki z samym strapieniem przez modlitwę, czujność sumienia i pokutę. Jak pisze, „ten co jest w okresie strapienia, niech myśli, że wiele może z łaską wystarczającą do stawiania oporu wszystkim swoim nieprzyjaciołom, czerpiąc siły w Stwórcy i Panu swoim”.

 

Ignacy przypomina, że Bóg nie opuścił człowieka pogrążonemu w strapieniu, najwyżej wystawia go na próbę, ale daje mu dość łaski wystarczającej do wytrwania, choć tej łaski w danej chwili człowiek może nie odczuwać. I konkluduje: „Będący w okresie strapienia niech się sili na wytrwanie w cierpliwości, która jest przeciwna napaściom, jakie go spotykają, i niech myśli, że rychło dozna pocieszenia, jeśli tylko z pilnością przeciwstawi się temu strapieniu”.

 

Strategia szatana „grubymi nićmi szyta”

 

Św. Ignacy zrobił rzecz kapitalną, która chyba najbardziej mnie fascynuje w „Ćwiczeniach Duchownych”. Rozeznał i opisał w szczegółach, rozkładając na części proste, ale z dużą przenikliwością, taktykę szatana wobec ludzi. Inteligencji diabła przeciwstawił inteligenję człowieka, zanurzoną w Bożej miłości.

 

Przy czym w pierwszej kolejności Św. Ignacy omawia sytuacje bardziej zwyczajne i codzienne, podstępy szatańskie „grubymi nićmi szyte”, w sytuacjach łatwiejszych i oczywistych, można powiedzieć – codziennych, które odkrywa na tle działania ducha dobrego. Duch zły kusi grzesznika ułudnym urokiem grzechu, duch zaś dobry niepokoi go wyrzutami sumienia. W przypadku osoby dążącej do cnoty, duch zły próbuje go zniechęcić, wyolbrzymiając trudności, niepokojąc go fałszywymi pozorami, podczas gdy duch dobry dodaje mu sił, obdarza pocieszeniem wewnętrznym, podsuwa dobre myśli i ułatwia postęp ku dobremu.

 

W dalszej części odkrywa naturę szatana, która polega na tym, że pokazuje siłę i bezwzględność wobec ludzi słabych i lękliwych, ale też odkrywa swą słabość wobec ludzi dzielnych i wielkodusznych. Podobny jest ten nasz przeciwnik, uważa Św. Ignacy, do niewiasty sprzeczającej  się z mężczyzną, która siły ma słabe, ale chęć szkodzenia mocną. „Bo właściwością kobiety w czasie sprzeczki z jakimś mężczyzną jest tracić odwagę i uciekać, jeśli mężczyzna stawia jej dzielnie czoło; a przeciwnie, jeżeli mężczyzna zaczyna uciekać tracąc odwagę, wtedy gniew, mściwoś i dzikość kobiety nie zna granic, ni miary.” Zatem nie lękać się szatana, tylko trzeba stawiać mu zdecydowany opór – oto zasada zachowania  się w strapieniu i w sytuacji pokus.

 

Wreszcie porównuje Św. Ignacy taktykę szatana do taktyki wodza oblegającego twierdzę, który chce jakiś gród zwyciężyć i złupić. W pewnym senie obieżdża on mury obronne, wypatrując w nich słabych miejsc. Kiedy je znajdzie, udaje, że prowadzi szturm do innych części fortyfikacji, aż w pewnej chwili z największą siłą uderzy w to słabe miejsce w człowieku, które wcześniej sobie upatrzył. „Podobnie i nieprzyjaciel natury ludzkiej – pisze Św. Ignacy – krąży i bada ze wszystkich stron nasze cnoty teologiczne, kardynalne i moralne, a w miejscu, gdzie znajdzie naszą największą słabość i brak zaopatrzenia ku zbawieniu wiecznemu, tam właśnie nas atakuje i stara się nas zdobyć.”

 

Św. Ignacy zwraca uwagę na rolę umiłowania bogactw i gonitwę za nimi, które często stają się przyczyną zwycięstwa szatana. Choć bogactwo samo w sobie jeszcze nie jest złe, to jednak jest w nim ukryte sidło szatańskie, bo bogactwo prowadzi najpierw do samozadowolenia, do szukania godności i zaszczytów. Te zaś prowadzą do próżnej chwały, od której już tylko krok do pychy, „matki wszystkich grzechów, pełnej samouwielbienia i nie uznającej żadnego pana ni prawa nad sobą”. Czyż to nie jest pozornie banalne działanie szatana, którego chytrość polega na taktyce zarzucania sieci i zastawiania sideł, które osobie przenikliwej, w Bogu zanurzonej, łatwo rozpoznać?

 

Wyrafinowane działania szatana

 

Szatan sięga jednak po coraz bardziej wyrafinowane metody walki o nasze dusze, stosuje coraz bardziej przebiegłe podstępy. Wykorzystuje dla swych celów często subtelne, delikatne sytuacje duchowe. Pamiętajmy, że właściwością szatana jest zwalczać i niszczyć duchową radość przez różne pozorne racje i fałszywe motywy. Paradoksalnie, szatan może sięgać po pocieszenie, przynosząc nam ułudę, stwarzając pozory. Pocieszenie zrodzone z jakiejś konkretnej przyczyny, z jakiegoś aktu naszej woli czy rozumu, powstałe pod wpływem jakiegoś przeżycia, rozmowy czy lektury, może pochodzić także od ducha złego, króry złudnym swoim pocieszeniem może duszę chcieć doprowadzić niepostrzeżenie do złego lub przynajmniej do umiejszenia dobra. Jak zauważa Św. Ignacy, „za pośrednictwem jakiej uprzedniej przyczyny pocieszenie dać może równie dobrze anioł dobry jak i zły, dla celów całkiem różnych: anioł dobry dla postępu duszy, żeby rosła i wzosiła się od dobrego do lepszego; anioł zaś zły dla celu wręcz przeciwnego i żeby duszę nakłonić do swego przewrotnego zamiaru i do swej złości”.

 

Co istotne, w stosunku do duszy pobożnej i gorliwej, szatan stosuje taktykę podszywania się pod ducha dobrego. Początkowo budzi w niej dobre myśli i uczucia, zgodnie z jej nastawieniem i oczekiwaniem, jednak z czasem omotuje ją i skłania do swych przewrotnych celów. „Anioł zły ma tę właściowość, że się przemienia w anioła światłości i że idzie najpierw zgodnie z duszą wierną, a potem stawia na swoim; a mianowicie podsuwa jej myśli pobożne i święte, dostrojone do takiej duszy sprawiedliwej, a potem powoli stara się ją doprowadzić do swoich celów, wciągając duszę w ukryte swe podstępy i przewrotne zamiary” – pisze Św. Ignacy. Zatem jeśli zauważymy, że bieg myśli początkowo dobry zbacza ku czemuś złemu, lub tylko mniej dobremu, niż to się początkowo wydawało, albo przynajmniej duszę osłabia budząc w niej niepokój, to widomy znak, że sprawcą tych objawów jest duch zły.

 

Jednak duch zły sięga po metody perswazji nie tylko z punktu widzenia naszej wrażliwości duchowej, ale także przez pryzmat naszej natury. Jak zauważa Św. Ignacy, na duszę dobrą duch dobry działa miękko, jak kropla padająca na gąbkę, duch zły ostro i hałaśliwie, jak kropla spadająca na skalę, by wytworzyć przekonujące wrażenie. W przypadku zaś duszy grzesznej czy oziębłej, duch zły usypia jej sumienie miłymi kołysankami fałszywej perswazji i prowadzi do ułudnego, zwodniczego spokoju. „W tych zaś, co postępują od złego do gorszego, te same duchy dotykają duszy w sposób odwrotny. Powodem tego jest usposobienie duszy aniołom tym przeciwne lub podobne. Kiedy jest im przeciwne, wchodzą do duszy z hałasem, dając się odczuć wyraźnie; kiedy znów jest im podobne, wchodzą w milczeniu, jak do własnego domu przez drzwi otwarte.”

 

I wreszcie ostatnia, kluczowa reguła Św. Ignacego, świadcząca o jego wielkiej przenikliwości, ale także o znajomości natury człowieka i szatana. Zauważa on kluczowy moment, w który szatan może wkraść się w nasze dusze. Człowiek bywa pod bezpośrednim wpływem Boga, kiedy przeżywa Jego pocieszenie. Jednak potem dusza rozpalona jeszcze kontaktem z Bogiem zaczyna sama snuć myśli czy też podejmować decyzje. Otóż w tej drugiej porze, kiedy Bóg już bezpośrednio sam na duszę nie działa, może pojawić się ukryte działanie złego. Dlatego trzeba bardzo uważać, by w tej drugiej porze nie dać się podejść chytrości szatańskiej, tym bardziej, że stan zapału i podniecenia ducha czyni nas mniej czujnymi i ostrożnymi wobec pozornie dobrych i pobożnych sugestii ducha ciemności udającego anioła światłości. Nie ma wątpliwości, że reguła ta świadczy o wielkiej przenikliwości psychologicznej Św. Ignacego i o jego dużej roztropności oraz ostrożności. Reguły o rozeznaniu duchów i taktyki szatańskiej są i pozostaną kluczowym punktem duchowości ignacjańskiej.

 

Jak pisał ks. Alojzy Belleciusz: „Doświadczenie nauczyło, że gdzie żadne sposoby nie zdołały naprawić obyczajów; gdzie ani wymową kaznodziejów, ani świętość przykładów, ani moc karania Bożego nie starczyła do odnowienia ducha bądź w duchownych bądź świeckich, do wprowadzenia życia Chrystusowego pomiędzy lud Boży; tam one ćwiczenia duchowne dokonały cudów naprawy i nawrócenia. Ileż to zmiany w obyczajach, ileż wzruszeń nadzwyczajnych, i wstrząsień ku dobremu, ileż to bohaterskich postanowień, ileż to wielkich a dzielnych spraw Bożych, ileż powołań świętych, ileż to koron męczeńskich wzięło początek w tych ćwiczeniach duchownych pilnie odbywanych. Iluż to jeszcze z nich korzyści dla społeczeństwa i dla dusz ludzkich spodziewać się trzeba.”

 

Jestem przekonaby, że gdyby wszyscy konsekwentnie stosowali się w tej kwestii do zaleceń Św. Ignacego, uważali na sztuczki i podstępy nieprzyjaciela natury ludzkiej – szatana, ten byłby bez tak wielkiej mocy, a dusze ludzkie w znacznej mierze uratowane. Nie mam wątpliwości, że wiele z tych dusz ocalało dzięki niemu i jego nauce, i wciąż będzie znajdowało ratunek w jego rozważaniach. Dlatego zachęcam do rekolekcji ignacjańskich na bazie „Ćwiczeń Duchownych” Św. Ignacego Loyoli, o których mówi się, że zdobyły Bogu więcej dusz, niż jest w tej książce liter.

 

dr Artur Górski