dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Prawo do samoobrony przed Tuskokracją

Coraz więcej osób nawołuje do masowego wyjścia na ulice, by wzorem Bułgarów, którzy przez masowe protesty zmusili tamtejszy rząd do ustąpienia w dniu 20 lutego, także i na Donaldzie Tusku wymusić przyspieszoną dymisję. Można zapytać, czemu te osoby nie chcą czekać do kolejnych wyborów, by – zgodnie z zasadami demokracji – odsunąć Tuska od władzy. Odpowiedź jest prosta. Ludzie coraz rzadziej wierzą w uczciwe, demokratyczne wybory, wręcz przeciwnie – coraz częściej są przekonani, że ta władza, aby się utrzymać, gotowa jest na każde świństwo i na największe oszustwo. Sponiewiera i poniży naród, by nim nadal władać. Ale jest podnoszony jeszcze jeden argument, aby pilnie zastosować prawo oporu: ta władza niszczy państwo, w sensie moralnym i materialnym, i po rządach Tuskokracji zostaną w naszym kraju bieda, zgliszcza i ruiny, które trudno będzie odbudować.

Gdy jest poczucie, że inne legalne środki zawodzą, Polacy mają prawo, aby czynnie sprzeciwić się obecnej władzy i wyjść na ulicę. Nie jest to tylko prawo moralne, ale jest to fundament państwa prawa, które takie prawo obywatelom gwarantuje. Prawo oporu wobec władzy, prawo sprzeciwu i samoobrony, to nie tylko przejaw walki o wolność narodu, jego kondycję moralną i materialną. To także budowa sprawiedliwego państwa, w którym władza zna swe granice i ich nie przekracza.

Jestem przeciwnikiem rewolucji i wszelkich gwałtownych działań, zawsze potępiałem tzw. teologię wyzwolenia, ale bunt obywateli wobec niesprawiedliwej władzy, która działa przeciw ludziom, która depcze dobro wspólne, znajduje uzasadnienie w chrześcijańskiej nauce społecznej. Już Św. Tomasz z Akwinu pisał w Summa Theologiae, że „wyzwolenie się od reżimu wrogiego dobru wspólnemu nie jest buntem, ponieważ to tyran jest buntownikiem przeciw dobru wspólnemu”.

W encyklice Populorum progresio papieża Pawła VI czytamy, że należy czynnie sprzeciwić się takiej władzy, która „w sposób ciężki narusza podstawowe prawa jednostki i niebezpiecznie zagraża dobru wspólnemu kraju”, a ponadto „jest źródłem nowych niesprawiedliwości, wprowadza nowe nierówności i powoduje nowe zniszczenia”.

W konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et Spes mamy następujący ustęp, mogący stanowić pewną wskazówkę dla tych, którzy w swej desperacji chcą czynnie sprzeciwić się Tuskokracji: „Tam zaś, gdzie władza państwowa, przekraczając swoje uprawnienia, uciska obywateli, niech ci nie odmawiają jej świadczeń, których obiektywnie domaga się dobro wspólne. Niech zaś wolno im będzie bronić praw swoich i współobywateli przed nadużyciami władzy, w granicach nakreślonych przez prawo naturalne i ewangeliczne.” Co w tej kwestii mówi „prawo naturalne i ewangeliczne”?

Nieco światła na rozumienie tego ustępu rzuca kardynał Joseph Höffner, który w „Chrześcijańskiej nauce społecznej” pisze wyraźnie, że można legalnie, w świetle prawa naturalnego i moralnego, występować przeciwko rządzącym, jeśli naruszają „istotny porządek małżeństwa i rodziny”. Władza, która „niszczy dobro wspólne, narzuca więzy sumieniom, manipuluje opinią publiczną i kradnie publiczne pieniądze”, to według Höffnera „tyran rządowy” (tyrannus regimini).

Polski autor ks. Tadeusz Ślipko w „Zarysie etyki szczegółowej” (t. II) spory ustęp poświęca prawu obywateli do samoobrony. Zaznacza, że chrześcijańska etyka społeczna dopuszcza czynny opór obywateli „tylko w stosunku do władzy niesprawiedliwej, gwałcącej podstawowe prawa obywatelskie i nie liczącej się nawet z elementarnymi normami moralno-prawnymi. Prawo do oporu czynnego etyka chrześcijańska pojmuje więc tylko w założeniu samoobrony społeczeństwa przed niesprawiedliwością”.

Wielu osobom władza Tuskokracji jawi się właśnie jako zagrożenie dobra wspólnego, źródło niesprawiedliwości i nierówności, jako rząd, który psuje prawo, niszczy państwo i osłabia naród, w tym deprecjonuje małżeństwo i rodzinę, popierając usankcjonowanie związków jednopłciowych. A czyż rząd premiera Tuska nie manipuluje opinią publiczną, a jego przedstawiciele nie byli umoczeni w afery finansowe, które de facto oznaczały kradzież publicznych pieniędzy? Coraz więcej Polaków coraz bardziej widzi Tuskokrację jako tyrannus regimini, albo przynajmniej jako – słyszałem takie określenie – „kieszonkową dyktaturę”.

Można zadać pytanie, dlaczego o tym piszę, skoro ludzie mogą obecnie w Polsce legalnie manifestować, gdyż prawo do protestu na ulicy jest wpisane w porządek prawny państwa demokratycznego, a zatem – z formalnego punktu widzenia – kłóci się z ideą „prawa oporu”, który może wykraczać poza istniejący porządek prawny. Otóż ta władza pokazała, że tylko teoretycznie dopuszcza czynną formę protestu społecznego, zagwarantowaną przez prawo. Mieliśmy przypadki, że legalne demonstracje były delegalizowane, a siły porządkowe – broniące Tuskokracji – występowały przeciwko protestującym obywatelom. Zatem linia między legalnością i nielegalnością czynnego protestu wobec obecnej władzy jest cienka i chwiejna, i każda legalna demonstracja może zostać postawiona przez obecną władzę w sytuacji nielegalnego protestu, który jednak wciąż – w świetle chrześcijańskiej nauki społecznej – będzie moralnie uzasadniony.

 

dr Artur Górski