dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Głos w obronie mokotowskiej szkoły

Panie Przewodniczący! Panie Burmistrzu! Szanowni Państwo Radni i wszyscy goście, a przede wszystkim droga młodzieży – bo o wasz los, o waszą przyszłość tu toczy się walka.

 

Mówimy o Zespole Szkół Zawodowych nr 28 na Mokotowie, który przez dziesięciolecia był jedną z oświatowych wizytówek południowej części Warszawy, który służył kolejnym pokoleniom młodych mieszkańców tej dzielnicy, ale też sąsiednich dzielnic i okolicznych gmin. Wciąż uczęszczają do tej szkoły nie tylko dzieci mokotowskie, którzy stanowią 36 proc. uczniów, ale także dzieci z Ursynowa, Wilanowa, Ochoty, Ursusa czy Włoch, ale także z Konstancina, Piaseczna, Grodziska czy Raszyna. Tak, wiem, to szczególnie za edukację tych dzieci – niemokotowskich, niewarszawskich – władze Mokotowa, reprezentujące  Platformę Obywatelską, nie chcą płacić. Szkoda Wam pieniędzy na to, by nauczyć tych młodych ludzi zawodu, by zostali dobrze przygotowani do funkcjonowania na trudnym rynku pracy. Ta szkoła im to właśnie gwarantuje, tu, na Mokotowie.

Być może mówimy w tym gremium o szkole z ul. Żywnego po raz ostatni. Za jakimś biurkiem w Urzędzie Dzielnicy Mokotów lub w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy – do dziś nie powiedziano, gdzie narodził się ten kuriozalny pomysł – podjęto decyzję w sprawie tej szkoły, wydano na nią wyrok. Ta placówka oświatowa ma zniknąć z Mokotowa. To na początek. Chyba nikt na tej sali nie ma wątpliwości, że to jest pierwszy krok do jej faktycznej likwidacji, że wybrano taką formę powolnej, pełzającej degradacji tej placówki oświatowej aż do jej całkowitego unicestwienia. Dzisiaj Państwo Radni weźmiecie na swe barki współodpowiedzialność za przyszłość tej szkoły, a właściwie za brak tej przyszłości. I wierzcie mi, że mieszkańcy wam tego nie zapomną i rozliczą was z tej i innych podobnych decyzji, będą pamiętali, że ich szkołę i szkołę ich dzieci zlikwidowała Platforma Obywatelska.

I robicie to w takim pośpiechu. Czemu tak się spieszycie? Sesję zwołano w trybie nadzwyczajnym, uchwały jeszcze nie podjęliście, a już w porządku obrad najbliższej Rady Warszawy jest punkt dotyczący przeniesienia tej szkoły. Chcecie problemu pozbyć się szybko, chcecie czas dyskusji, dialogu skrócić do minimum. Widać, że nie liczycie się z niczym i z nikim – tak uczniowie tej szkoły są dla was nic nie znaczącą liczbą, elementem statystyki i wykresu na slajdach pana wiceburmistrza.

Pan wiceburmistrz mówił, że szkoła będzie przeniesiona z uczniami. A przecież wiecie doskonale, że 90 proc. uczniów z tej szkoły zadeklarowało, że nie będzie kontynuowało nauki w przyszłym roku, gdy zostanie ona przeniesiona na Żoliborz. Wiecie doskonale, że nie wyjdzie nabór na przyszły rok robiony na Mokotowie, gdy szkoła ma być od września na Żoliborzu. Czy nie kazaliście zmniejszyć liczby pierwszych klas o połowę od przyszłego roku szkolnego? A skoro nabór nie wyjdzie, już formalnie wcielicie jedną szkołę do drugiej, ta zostanie zlikwidowana. Taki macie plan, plan oparty na pozorach i na oszustwie. Pytam więc, dlaczego okłamujecie tych ludzi – nauczycieli, rodziców, a przede wszystkim uczniów? Dlaczego mówicie im o „świetlanej przyszłości” tej szkoły, gdy najzwyczajniej w świecie dążycie do jej likwidacji? Myśleliście, że ci ludzie są tacy naiwni lub głupi?

Pan wiceburmistrz z jednej strony zapewniał, że szkoła będzie przeniesiona z kadrą nauczycielską, a z drugiej strony zapewniał, że kadra zespołu szkół z Żoliborza jest wyśmienita. Argumentem przeciwko kadrze w szkole mokotowskiej jest to, że większość pracuje na niepełny etat, część na pół, a niektórzy na ćwierć etatu. A wie pan, dlaczego ci nauczyciele pracują na niepełny etat? Bo otrzymują na Mokotowie najniższe dodatki z nauczycieli uczących we wszystkich dzielnicach Warszawy i muszą sobie dorabiać pracując także w innych szkołach. Jest to przypadłość wielu mokotowskich nauczycieli. Ale istotne jest co innego. Proszę o jednoznaczne zapewnienie, którzy nauczyciele będą uczyli uczniów w przeniesionej szkole? Czy nauczyciele z ul. Żywnego czy żoliborscy? Bo z pana wypowiedzi można wywnioskować, że ci z Mokotowa nie znajdą zatrudnienia na Żoliborzu po przeniesieniu szkoły.

Kolejna sprawa. Pan wiceburmistrz zachwalał nowoczesny sprzęt w zespole szkół na Żoliborzu, że uczniowie będą mogli z niego korzystać. Przecież to jest nieprawda, że uczniowie jednej szkoły będą korzystali ze sprzętu, z wyposażenia drugiej szkoły. Jeśli to będą dwa odrębne byty prawne – a tak przecież deklarujecie, tak zapewniacie – to nie będzie takiej możliwości z powodów formalnych. Mówił pan, że zapewne szkoły podpiszą jakieś porozumienie w tej sprawie? Ale pan tego nie wie na pewno. A może pan wiceburmistrz chciał tylko zrobić dobre wrażenie na rodzicach i uczniach? To ja panu powiem, panie wiceburmistrzu, te dzieciaki tego sprzętu nie potrzebują, nie potrzebują chodzenia po łasce do drugiej szkoły. Szkoła na ul. Żywnego zapewnia im sprzęt niezbędny do nauki zawodu i nie musi łączyć swojego potencjału z inną szkołą. A jeżeli szkoła ma być wcielona do innej szkoły, to mówcie o tym otwarcie, a nie ściemniajcie, bo tylko się ośmieszacie.

Zresztą gracie nie fair także w innych sprawach, podając inne argumenty na rzecz likwidacji szkoły. Pan wiceburmistrz mówił, że w tym roku nie było naboru do szkoły zawodowej przy tym zespole szkół i dlatego trzeba ją zamknąć. To ja się pytam, jak wyglądał nabór do pierwszych klas innych szkół zawodowych w Warszawie? To ile jeszcze zawodówek powinniście zamknąć z tego powodu w stolicy? Robicie to? Mówicie o niżu demograficznym, który spowodował, że jest mniejsze zainteresowanie szkołą. Tak, jest niż demograficzny, ale wiemy, że się skończy i wiemy także, że przeniesienie szkoły nie rozwiąże problemu niżu. Bowiem czy przeniesienie szkoły do budynku innej szkoły, która tam funkcjonuje od lat, ściągając młodzież z okolicznych dzielnic rozwiąże problem niżu demograficznego w Warszawie i okolicach? Na Żoliborzu już tego niżu nie będzie? Doskonale wiecie, że trudniej będzie zapełnić dwie podobne szkoły funkcjonujące obok siebie, niż dwie w różnych częściach Warszawy.

Naprawdę, zamknąć szkołę łatwo, zlikwidować łatwo, zniszczyć łatwo – głosowanie w radzie dzielnicy, potem głosowanie w radzie Warszawy, a potem już tylko przeprowadzka. Ja wiem, że stworzyć coś na nowo, albo wspierać szkołę w czasach kryzysu – jest o wiele trudniej. Ale jak widać, nie stać was na ten wysiłek, na tę odpowiedzialność, nie myślicie perspektywicznie, przyszłościowo, nie macie na uwadze kolejnych pokoleń młodzieży. Dla was ważne jest tylko tu i teraz, krótkotrwały zysk, niewielka oszczędność. Czy zdajecie sobie sprawę, że po waszych rządach, że po rządach Platformy Obywatelskiej pozostaną tylko ruiny i zgliszcza? W tej jednej sprawie macie jeszcze szansę zawrócić znad przepaści, nad którą stoicie.

Inna kwestia, kolejna manipulacja w wykonaniu pana. Pan wiceburmistrz udowadniał, że szkoła źle uczy, bo znacząca część uczniów nie zdaje matury, nie wszyscy przystępują do egzaminów zawodowych. Tak, pan wiceburmistrz umie grać cyferkami. Tylko ja się pytam radnych, którzy za chwilę będą podejmowali decyzję w sprawie szkoły, czy faktycznie ta szkoła tak źle uczy, skoro absolwenci Technikum Elektrycznego nr 2 bez problemu znajdują zatrudnienie po tej szkole? I jeszcze jedno pytanie: Skoro ta szkoła jest taka zła, taka beznadziejna, dysfunkcyjna oświatowo, to dlaczego tak walczą o nią uczniowie i rodzice? Bo oni bardzo dobrze znają wartość tej szkoły i jej możliwości edukacyjne, doświadczają ich każdego dnia. I jeszcze jedno. Pamiętajmy, że uczniowie tej szkoły to w wielu przypadkach nie jest łatwa młodzież. Trafili do tej szkoły często ze złymi ocenami. Ale czy wszyscy muszą być prymusami? Czy chcecie mieć szkoły tylko dla prymusów i dlatego tę młodzież traktujecie jako gorszą?

Natomiast fakt zaangażowania rodziców uczniów w uratowanie tej szkoły obala kolejny mit lansowany przez pana wiceburmistrza, że rodzice szkołą i  uczniami, to znaczy swoimi dziećmi – nie interesują się. A skoro pan wiceburmistrz był tak skrupulatny w opisie „czarnej” sytuacji szkoły, to dlaczego nic nie wspomniał o tym, jaki był wkład finansowy rodziców w realizację różnych inwestycji remontowych na terenie szkoły? Zapewniam pana i państwa radnych, że był znaczący i zapewniam także, że rodzice nadal w pewnym zakresie są gotowi zastępować funkcję samorządu, który powinien dbać o stan infrastruktury oświatowej.

Jakie są kolejne argumenty na rzecz likwidacji, o przepraszam – przeniesienia tej szkoły? Otóż dowiedzieliśmy się od pana wiceburmistrza, że młodzież pali papierosy w szkole, używa na lekcjach telefonów komórkowych i spóźnia się na lekcje. A w jakiej szkole nie pali papierosów i nie spóźnia się na lekcje? Proszę, nie ośmieszajcie się takimi argumentami. Przypomina mi się tu powiedzenie, że gdy psa chce się uderzyć, to kij zawsze się znajdzie.

Albo argument, że jadąc z różnych przystanków wydłuży się droga młodzieży do szkoły na Żoliborzu o 12 minut, najwyżej dwadzieścia minut. W porannych korkach? Na zatłoczonych ulicach Śródmieścia? Błagam, litości. Rozmawiajmy merytorycznie, a nie tanią, głupią propagandą. My wszyscy jeździmy po Warszawie i doskonale wiemy, jak się jeździ po Warszawie, gdy wszyscy jadą do szkół i pracy. Pamiętajmy też, że metro ma tylko jedną linię, a wy likwidujecie kolejne linie i zmniejszacie liczbę autobusów, przez co jeżdżą rzadziej.

Panie i panowie radni, na sali jest wielu młodych ludzi, uczniów tej szkoły. Wsłuchajcie się w ich głos, w ich oczekiwania i nadzieje. Oni tej nadziei mają coraz mniej, ale jest w nich jeszcze ta iskierka nadziei, że się zreflektujecie, że odłożycie tę decyzję na później, co najmniej o rok, najlepiej o dwa. Może warto podarować tej szkole, jej uczniom, ich rodzicom i nauczycielom jeszcze te dwa lata. Może warto dać szkole szansę, jeszcze tę jedną, jedyną. Może lepiej będzie odrzucić uchwałę pozytywnie opiniującą projekt przeniesienia tej szkoły na Żoliborz, przestać mówić o jej przeniesieniu i przeprowadzić normalny nabór pierwszaków na przyszły rok? Nie zdziwił bym się, gdyby ta szkoła w kolejnym naborze – prowadzonym na Mokotowie i na Mokotów, przy realnym wsparciu władz oświatowych – obroniła się liczbą uczniów pierwszych klas. Ja wierzę w tę szkołę, wierzę, wiem, że jest tu potrzebna, nie tylko teraz, ale i w przyszłości. Może w innej formule, może z szerszą ofertą programową, ale jest tu bezwzględnie potrzebna. Dlatego apeluję i proszę, w imieniu swoim, rodziców, uczniów i nauczycieli tej szkoły – wstrzymajcie się z decyzją. Wspólnie się zastanówmy, w otwartym dialogu, opartym na dobrej woli władz dzielnicy, jak uratować tę szkołę. Bo jeszcze ją można uratować. Dziękuję.

 

* Tylko fragmenty poniższego tekstu mogłem wygłosić, w dwóch turach debaty, podczas sesji Rady Dzielnicy Mokotów w dniu 15.02.2012r., gdyż prowadzący obrady ograniczył czas jednego wystąpienia do 1 minuty.