dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Odrzucić związki partnerskie

W Sejmie pod obrady wracają projekty ustaw o związkach partnerskich autorstwa Ruchu Palikota i SLD. Projekty te są bardzo wygodne dla Platformy Obywatelskiej, gdyż będą kolejnym polem walki sejmowej między posłami PiS i lewicy. Konflikt ideowo-polityczny, który wybuchnie w Sejmie wokół tych projektów, przysłoni wiele innych tematów ważnych dla obywateli i państwa. Nieprzypadkowo Sejm na tym samym posiedzeniu zajmie się wnioskiem PiS o odwołanie Ministra Zdrowia Bartosza Arłukowicza. Media będą mówić o kolejnej kłótni między PiS i lewicą, nie zaś o tragicznej sytuacji w służbie zdrowia i złej polityce tego rządu.

Jednak konflikt, spór, kłótnia – są na wagę złota dla PO z jeszcze jednego powodu. PO w ten spór nie wchodzi świadomie. W tej sprawie, jak w wielu innych o podłożu światopoglądowym, Platforma nie ma jednolitego stanowiska jako partia bezideowa. Ponadto awantura między prawicą a lewicą o związki partnerskie znów umożliwi zaprezentowanie się PO jako partii środka, szukającej kompromisu między skrajną lewicą a skrajną, radykalną prawicą, na jaką reżimowe media kreują PiS. Znów politycy PO będą starali się zapalić Bogu świeczkę a diabłu ogarek, nie przejmując się ostatecznym wynikiem głosowania. Nawet jeśli projekty odpadną w pierwszym czytaniu, a jest to możliwe głosami partii prawicy, a także części posłów PSL i PO, to niewątpliwie bez zaangażowania samej Platformy, która chcąc uchodzić za partię nowoczesną i liberalną nie potępi rozwiązań prawnych sprzecznych z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Czy widząc przewrotną politykę PO prawica konserwatywna powinna zamilknąć nad projektami ustaw o związkach partnerskich? Głos zabieramy, gdyż negując te projekty musimy precyzyjnie wyjaśnić nasze stanowisko opinii publicznej.

W tych projektach dostrzegamy jedno wielkie zakłamanie. Pod pozorem uporania się z różnymi kwestiami, które w prawie nie są rozstrzygnięte, próbuje się zalegalizować związki homoseksualne i uznać ja za równoważne z małżeństwami heteroseksualnymi. Zwolennicy takiego rozwiązania mówią o wzajemnej miłości osób tej samej płci i rozdzierają szaty nad ich nieszczęściem z powodu dyskryminacji.

Nie ma wątpliwości, że pomiędzy dwoma mężczyznami, czy dwiema kobietami może istnieć jedynie przyjaźń, ale nie miłość, a już zupełnie nie miłość małżeńska. To nie jest tylko kwestia religii, lecz biologii, natury człowieka. Miłość małżeńska prowadzi do prokreacji, do urodzenia dzieci, a pary osób tej samej płci po prostu nie mogą się rozmnażać. Oznacza to, że nie ma możliwości prawnego zrównania małżeństw ze związkami partnerskimi. Jeśli zaś mówimy o przyjaźni między dwoma mężczyznami czy kobietami, to co to za dziwny pomysł, aby legalizować przyjaźń i nadawać jej formy prawne.

Niedawno środowiska gejowskie wylobbowały w Sejmie zniesienie zakazu pełnienia przez homoseksualistów funkcji rodziców zastępczych oraz prowadzenia rodzinnych domów dziecka. Obecne projekty to jest kolejny krok w „długim marszu” lewicy, aby uzyskać zgodę na adopcję dzieci przez pary jednopłciowe. Na ten niebezpieczny krok, eksperyment niezgodny z naturą, absolutnie nie można się zgodzić.