dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Jedziemy w Węgrami „na jednym wózku”

Czy „Gazeta Wyborcza” determinuje politykę naszego rządu wobec Viktora Orbana, czy może jej publicystyka świeci światłem odbitym od koncepcji Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego, który już kilkakrotnie straszył Polaków Węgrami? „Gazeta Wyborcza” wielokrotnie ubolewała nad tym, iż prawicowej partii FIDESZ nie sposób odsunąć od władzy siłami węgierskiej opozycji, gdyż ta jest zbyt słaba i spekuluje różne scenariusze, jak osłabić, a najlepiej obalić obecny patriotyczny rząd węgierski przy wsparciu zagranicy.
Tylko w tym roku ukazało się w „Gazecie Wyborczej” kilka artykułów, w których robiono z Orbana dyktatora i domagano się jego ustąpienia. Najpierw w styczniu redaktor Jacek Pawlicki w tekście „Viktator powinien odejść” stwierdza autorytatywnie, że Orban „dla dobra własnego kraju i całej Europy powinien odejść”. I dodaje: „Nie łudzę się jednak, że sam porzuci władzę – raczej zmusi go do tego kryzys gospodarczy na Węgrzech”. Autor wyraził nadzieję, że Komisja Europejska weźmie się solidnie za Orbana i że już sama groźba konfrontacji postawi go do pionu.
Kilka miesięcy później, gdy rząd węgierski prowadził z międzynarodowymi instytucjami finansowymi rozmowy o pożyczki, redaktor Adam Leszczyński w „Gazecie Wyborczej”, w tekście pt. „Czy Unia ma moralny obowiązek pożyczać Węgrom?” stawiał pytania: „Czy ktokolwiek ma moralny obowiązek pożyczyć bankrutowi pieniądze? W przypadku Węgier – trywialne 15-20 mld euro? Dlaczego właściwie podatnicy z Niemiec albo Francji mieliby ratować Węgry przed krachem?”. Autor pisał otwarcie, że instytucje międzynarodowe pożyczając pieniądze czy darowując długi mają prawo do ograniczenia suwerenności państw narodowych. Solidarność europejska? Tak, ale na warunkach Berlina.
I wreszcie kilka dni temu redaktor Wojciech Maziarski w tekście pt. „Budapeszt w Warszawie” sugeruje naciski międzynarodowe, by wymusić na węgierskim rządzie zmianę jego polityki. „Jedynym czynnikiem zdolnym powstrzymać Orbana jest presja zewnętrzna” – pisze autor i ekscytuje się tym, że Komisja Europejska prowadzi przeciwko Węgrom trzy postępowania o naruszenie prawa unijnego”.
Generalnie odnosi się wrażenie, że „Gazeta Wyborcza” chce doprowadzić do takiego kryzysu gospodarczego na Węgrzech, aby albo sami obywatele mieli dość i odrzucili FIDESZ w najbliższych wyborach, albo instytucje międzynarodowe wymusiły na Orbanie zmianę polityki i ponowną wasalizację Węgier, które obecnie z taką determinacją silą się na suwerenność i niezależność.
W tym miejscu rodzą się pytania, na które chciał bym poznać odpowiedź: Czy min. Sikorski podziela pogląd wyrażany w „Gazecie Wyborczej”, że należy wzmocnić presję międzynarodową na Węgry, by doprowadzić do odsunięcia Orbana od władzy? Dlaczego min. Sikorski nie reaguje, gdy Minister Finansów straszy Polaków z mównicy sejmowej Węgrami? Dlaczego polski MSZ nie podejmuje realnych działań na arenie międzynarodowej, by wspierać Węgrów w ich zabiegach o pozyskanie środków finansowych z instytucji międzynarodowych?
Nie możemy zapominać, że los Węgier jest bardzo mocno związany z losem Polski, i odwrotnie. Jeśli obecny węgierski rząd, który jest nadzieją dla tego kraju, przegra walkę o swoje państwo, to ta przegrana będzie również oznaczała porażkę Polski. W Unii Europejskiej jedziemy na „jednym wózku”. Dlatego trzymam kciuki za Węgrów, że wytrzymają tę międzynarodową presję i doprowadzą do odrodzenia swojej ojczyzny. Mam nadzieję, że przynajmniej niektóre kraje europejskie pójdą za przykładem Węgier.

Artur Górski