dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Wyborcze wykluczanie Polaków*

 

Na Litwie zbliżają się wybory parlamentarne i znów Polacy z Wileńszczyzny wołają na alarm, gdyż Litwini po raz kolejny podejmują działania, które mają zmniejszyć siłę wyborczą polskiej mniejszości. Tym razem, jak przed poprzednimi wyborami, zmienili granice okręgów wyborczych. Główna Komisja Wyborcza „oderwała” kolejne dwie dzielnice wyborcze od rejonu wileńskiego (61 proc. Polaków) i dołączyła je do rejonu malackiego (6 proc. Polaków), co spowoduje rozproszenie polskich głosów i zmniejszy szansę na polski mandat w jednomandatowym okręgu wyborczym. Zdaniem Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (instytucji Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie), „zmiany granic okręgów wyborczych na Wileńszczyźnie naruszają prawa mniejszości polskiej”. Biuro zaleciło, aby wybory na Litwie były monitorowane przez obserwatorów międzynarodowych, co nie zdarza się już w krajach należących do Unii Europejskiej.

Historia działań Litwinów, którzy chcą wykluczyć Polaków z życia publicznego, a przynajmniej pomniejszyć ich wpływ na sprawy publiczne na Litwie, jest długa, a instrumentarium podejmowanych działań szerokie: od wprowadzenia 5-procentowego progu wyborczego, obowiązującego także mniejszości, przez zakaz prowadzenia kampanii w językach narodowych (grożą za to wysokie kary grzywny), po wspomniane już manipulacje przy granicach okręgów wyborczych, które obejmują bardzo różne liczby wyborców. Działania te przynoszą miejscami określone rezultaty niekorzystne dla Polaków, ale przede wszystkim mobilizują i jednoczą naszych rodaków z Wileńszczyzny w walce o ich prawa i należne im miejsce w życiu publicznym na Litwie.

 

5-procentowy próg wyborczy

 

Od wielu lat polskie prawo wyborcze przewiduje preferencje dla mniejszości narodowych. Komitety wyborcze reprezentujące mniejszości m.in. nie muszą przekroczyć 5-proc. progu wyborczego, jak inne partie w Polsce, aby zdobyć mandaty do Sejmu RP. Na Litwie jest inaczej, niekorzystnie dla mniejszości narodowych.

Do litewskiego Sejmu wybiera się 141 deputowanych, z czego 71 jest wybieranych w okręgach jednomandatowych, a 70 w jednym okręgu wielomandatowym. Do wyborów parlamentarnych na Litwie w 1992 r. dla organizacji mniejszości narodowych nie obowiązywał próg wyborczy. Lista Związku Polaków na Litwie uzyskała wówczas 8 mandatów. Jednak w 1996 r. władze Litwy wprowadzili 5-procentowy próg wyborczy również dla komitetów wyborczych reprezentujących mniejszości narodowe. W wyniku tej niekorzystnej dla mniejszości zmiany przy wyniku 2,98 proc. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie nie przekroczyła progu umożliwiającego udział w dzieleniu mandatów w okręgu wielomandatowym i zdobyła tylko 2 mandaty w okręgach jednomandatowych: Wilno-Soleczniki i Wilno-Szyrwinty. W wyborach, które odbyły się w 2000 r. również w tych okręgach AWPL zdobyła mandaty. W kolejnych wyborach w 2004 r. Akcja poprawiła wynik osiągając 3,79 proc. poparcia społecznego, ale nie wpłynęło to na zwiększenie liczby mandatów. Dopiero mobilizacja w 2008 r. spowodowała znaczącą poprawę. Choć przy poparciu 4,79 proc. nie przekroczono progu wyborczego, jednak udało się zdobyć trzeci mandat w okręgach jednomandatowych. Mandaty wówczas wywalczyli: Waldemar Tomaszewski w okręgu Wilno-Soleczniki, Michał Mackiewicz w okręgu Wilno-Szyrwiny i – po raz pierwszy – Jarosław Narkiewicz w okręgu Wilno-Troki.

Tendencja z 2008 r. została utrzymana w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W 2009 r. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie dzięki olbrzymiej mobilizacji swoich wyborców uzyskała – idąc w koalicji z mniejszością rosyjską – 8,46 proc. poparcia i mandat eurodeputowanego dla jej lidera Waldemara Tomaszewskiego. Ale w poprzednich wyborach do PE w 2004 r., choć Akcja przekroczyła wymagany 5-proc. próg wyborczy uzyskując 5,71 proc. poparcia (w skali kraju na listę Akcji padło wówczas prawie 69 tys. głosów), mandatu nie otrzymała. Główna Komisja Wyborcza rozdzielając 13 mandatów przypadających Litwie stwierdziła, że choć lista Akcji przekroczyła wymagany ustawowo próg wyborczy, to nie spełniła dodatkowego warunku dla przydzielenia mandatu, tj. nie otrzymała wyliczonej przez GKW minimalnej kwoty głosów. Zatem w praktyce dla Akcji i jej koalicjanta podniesiono próg wyborczy powyżej wymaganych 5 proc. głosów poparcia, co było sprzeczne z prawem europejskim, które mówi, że próg wyborczy w wyborach do PE nie może być wyższy niż 5 proc. i wszystkie partie, które przekroczą ten próg, powinny partycypować w podziale mandatów. Jednak Litwini bez najmniejszych skrupułów zignorowali głosy prawie 69 tys. swoich współobywateli.

Choć w wyborach samorządowych próg wyborczy nie obowiązuje, w ubiegłym roku AWPL uzyskała 6,5 proc. głosów poparcia, co było kolejnym dobrym prognostykiem przed tegorocznymi wyborami do Sejmu. Tendencje te potwierdzają także niektóre sondaże przedwyborcze, przeprowadzane w ostatnich tygodniach na Litwie. Wynika z nich, że AWPL może przekroczyć 5-proc. próg wyborczy i zdobyć nawet 8 mandatów. Zresztą taki cel przed swoją partią postawił Tomaszewski na ostatnim Zjeździe Akcji.

 

Manipulacje przy okręgach wyborczych

 

Gdy tworzono okręgi wyborcze, skonstruowano je tak, by były maksymalnie niekorzystne dla polskiej mniejszości. Obowiązywała i do dziś obowiązuje jedna podstawowa zasada: rozpuścić polską mniejszość w morzu ludności litewskiej. Zgodnie z tą zasadą rejony wileński (75 tys. wyborców, 61 proc. z nich to Polacy) i solecznicki (31 tys. wyborców, 79 proc. Polaków) zostały podzielone na 5 części, z których 3 zostały dołączone do sąsiednich rejonów zamieszkanych w większości przez ludność litewską (np. Ejszyszki, gdzie mieszka największy procent Polaków na Litwie, „oderwano” od najbardziej polskiego rejonu solecznickiego i dołączono do etnicznie litewskiego rejonu orańskiego, przez co uzyskano w okręgu stosunek Polaków do Litwinów jak 1 do 3). W wyniku takiego podziału tylko w jednym okręgu wileńsko-solecznickim (20 tys. wyborców rejonu wileńskiego i 20 tys. wyborców rejonu solecznickiego) Polacy stanowią zdecydowaną większość i tylko w tym okręgu można mówić o niemal pewnym mandacie dla przedstawiciela polskiej mniejszości. W przypadku zgodnego ze standardami europejskimi podziału na okręgi wyborcze w 4 okręgach Polacy stanowiliby większość i mogli liczyć na tyle mandatów w jednomandatowych okręgach wyborczych.

Okręg wyborczy na Litwie może liczyć od 30 do 45 tys. wyborców. W Kownie, gdzie tradycyjnie zwyciężają litewscy konserwatyści, są okręgi z minimalną liczbą wyborców (ok. 30 tys.), a w Wilnie i na Wileńszczyźnie wszystkie okręgi wyborcze są maksymalnie duże i liczą po ok. 45 tys. osób. Oznacza to, że 90 tys. wyborców w Kownie, podzielonych na trzy okręgi jednomandatowe, będzie miało trzech przedstawicieli w parlamencie, a na Wileńszczyźnie, gdzie dominują Polacy, porównywalna liczba wyborców podzielonych na dwa okręgi, wyłoni tylko dwóch swoich przedstawicieli.

Wspomniałem we wstępie o ostatniej decyzji Głównej Komisji Wyborczej, która niewielkie obszary zdominowane przez polską mniejszość dołączyła do okręgu malackiego, gdzie mieszka niewielu Polaków. Wcześniej Główna Komisja Wyborcza podjęła decyzję o dołączeniu do okręgu wileńsko-trockiego wileńskiej dzielnicy Solenniki, zamieszkanej w większości przez Litwinów, zmieniając w tym okręgu proporcje narodowościowe na niekorzyść rdzennej ludności polskiej.

Skuteczna manipulacja granicami okręgów wyborczych miała miejsce przy okazji wyborów sejmowych w październiku 2008 r. W Nowej Wilejce Główna Komisja Wyborcza podobnie arbitralnie zmieniła granice okręgu tuż przed mającymi się odbyć wyborami. W tym okręgu, jako jedynym w stolicy, dominują wyborcy stanowiący mniejszości narodowe. W sposób sztuczny dołączono do niego dzielnicę wyborczą Dworczany, w której z 4 tysięcy wyborców absolutną większość stanowią Litwini. Należy nadmienić, że Dworczany ani geograficznie, ani socjologicznie czy narodowościowo nie miały związku z Nową Wilejką i wcześniej przynależały do antokolskiego okręgu wyborczego.

Wyniki wyborów pokazały, że decyzja o przyłączeniu Dworczan do Nowej Wilejki bezpośrednio wpłynęła na wybór kandydata w tym okręgu. Z oficjalnych danych Głównej Komisji Wyborczej wynika, że w okręgu tym zwyciężył kandydat litewski, przedstawiciel partii Liberałów i Centrystów, który zdobył 4861 głosów i pokonał przedstawiciela Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, na którego głosy oddało 4394 wyborców. Sztuczne dołączenie Dworczan do okręgu nowowilejskiego dało kandydatowi litewskiemu 80 proc. głosów wyborców z Dworczan i tym samym zdecydowało o ostatecznym wyniku wyborów w tym okręgu. Gdyby do okręgu nowowilejskiego nie dołączono Dworczan przewagę uzyskałby kandydat Akcji – Tadeusz Andrzejewski i on zostałby posłem. Widać zatem, że ta metoda mieszania polskich głosów z litewskimi daje Litwinom rezultaty i dlatego także przed najbliższymi wyborami sięgnęli po ten instrument.

 

Ograniczenie kontroli procesu wyborczego

 

W grudniu 2010 r., przed wyborami samorządowymi planowanymi na 27 lutego 2011 r., Główna Komisja Wyborcza najpierw odmówiła oficjalnemu przedstawicielowi Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Stefanowi Świetlikowskiemu informacji o zgłoszonych kandydatach na przewodniczących 58 rejonowych komisji wyborczych, a następnie nie dopuściła go do udziału w ich omawianiu. Po raz pierwszy w swojej historii GKW wyłoniła przewodniczących rejonowych komisji wyborczych spośród przedstawicieli wyłącznie litewskich partii politycznych (konserwatywnemu Związkowi Ojczyzny – Litewskim Chrześcijańskim Demokratom przyznano aż 20 stanowisk przewodniczących komisji), pomijając kandydatów zgłoszonych przez Akcję. Nawet w rejonie solecznickim, gdzie w poprzednich wyborach Polacy uzyskali 22 na 25 mandatów, przewodniczącym komisji został przedstawiciel jednej z partii litewskich, a nie kandydat Akcji.

Była to bezprecedensowa decyzja, nie mająca merytorycznego uzasadnienia, gdyż AWPL jest reprezentowana w ciałach przedstawicielskich i powinna być traktowana na równi z pozostałymi partiami, a zgłoszeni przez nią kandydaci byli doświadczeni i kompetentni. Niewątpliwie decyzja ta utrudniła nadzorowanie prawidłowości przebiegu wyborów na poziomie rejonów, gdzie zliczane są głosy spływające z obwodowych komisji wyborczych. Pomimo to Polakom idącym w koalicji z Sojuszem Rosyjskim udało się uzyskać w wyborach w 2011 r. 6,5 proc. poparcia wyborczego i wprowadzić do samorządów Wileńszczyzny 62 radnych (cztery lata wcześniej kandydaci z listy AWPL zdobyli 53 mandaty samorządowe).

Na koniec warto dodać, że obok gróźb kar za prowadzenie kampanii wyborczej do Sejmu i samorządów w języku ojczystym, także w inny sposób języki ojczyste mniejszości są skutecznie eliminowane z procesu wyborczego. Np. zdecydowano na Litwie, że karty wyborcze mają być drukowane wyłącznie w języku państwowym (litewskim) i w tym języku może być udzielana wszelka informacja dotycząca samego głosowania. Ponieważ część ludności polskiej, zwłaszcza osoby w starszym wieku, nie zna dostatecznie języka litewskiego, mamy tu do czynienia z jawną dyskryminacją na tle narodowościowym, która dotyczy wszystkich poziomów wyborów: prezydenckich, parlamentarnych, samorządowych i do Parlamentu Europejskiego. Wszystko po to, by jak najmniejsza liczba Polaków wzięła udział w wyborach.

Ponieważ raczej na pomoc ze strony polskiego rządu mniejszość polska na Litwie nie może liczyć, musi liczyć przede wszystkim na siebie. Aby mogła skutecznie bronić swych praw – jak czyni to na poziomie samorządu w rejonach solecznickim i wileńskim – musi wprowadzić jak największą liczbę swoich przedstawicieli do Sejmu Republiki Litewskiej.

Jeśli zostanie przekroczony przez listę Akcji Wyborczej Polaków na Litwie 5-procentowy próg wyborczy i Polacy uzyskają mandaty z listy ogólnokrajowej, to wraz z mandatami zdobytymi w okręgach jednomandatowych mogą stanowić poważną siłę polityczną. Wobec rozbicia na wiele partii Sejmu litewskiego mogą stać się przysłowiowym języczkiem u wagi koalicji rządzącej. Nie bez powodu zatem na VII Zjeździe Akcji, który odbył się na wiosnę tego roku, gościł Algirdas Butkeviczius, lider socjaldemokratów, którzy obecnie wygrywają w sondażach przedwyborczych. Zresztą litewscy socjaliści, którzy nigdy przesadnie Polaków nie gnębili, mają dobre skojarzenia ze współpracy z Akcją. Bowiem to polscy radni w latach 2007-2009 gwarantowali większość w koalicji z Litewską Partią Socjaldemokratyczną oraz Partią „Porządek i Sprawiedliwość”. Dzięki współrządzeniu Wilnem w tamtych latach, gdy wicemerem stolicy Litwy był reprezentant Akcji Artur Lutkowski, udało się zatrzymać proces degradacji polskiej oświaty w tym mieście. Miejmy nadzieję, że udział posłów Akcji w rządzie, który zostanie utworzony po wyborach planowanych na 14 października, odmieni na lepsze sytuację polskiej mniejszości na Litwie.

 

dr Artur Górski

wiceprzewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu Republiki Litewskiej

 

* Rozmowa w skróconej wersji ukazała się w „Naszym Dzienniku”