dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Niezagojona rana traktatu z Trianon

My, Polacy rozumiemy pogmatwaną historię Węgier i tęsknotę Węgrów za dumnymi czasami, gdy ziemie Korony Świętego Stefana rozciągały się od granic Rzeczypospolitej po Morze Adriatyckie i obejmowały Siedmiogród. Gdy Polska po II wojnie światowej została okrojona o nasze historyczne ziemie – Kresy Wschodnie, które rozdzielono między Ukraińców, Białorusinów i Litwinów, tak Węgrom po I wojnie światowej amputowano 2/3 terytorium kraju z każdej jego strony. Stało się to 4 czerwca 1920 r. w wyniku tzw. traktatu z Trianon, który upodlił naród węgierski, ale nie zdołał rzucić go na kolana. Gdy dziewięćdziesiąt dwa lata temu o godzinie 17 dotarła na Węgry wiadomość o rozbiorach tego państwa, uderzono w dzwony w całym kraju. W tym roku także na prośbę rządu narodowego Viktora Orbana w dniu 4 czerwca w wielu kościołach uderzono w dzwony. W węgierskich sercach żałoba po tamtych wydarzeniach trwa nadal.

Węgrzy, należący do narodów, które przegrały I wojnę światową, nie odpowiadają za jej rozpoczęcie i nie powinny ponosić odpowiedzialności za jej przebieg. Raczej należało się im międzynarodowe wsparcie, skoro tuż po wojnie musieli stawić tamę czerwonej zarazie, która zalała ich kraj przekształcając go na ponad sto trzydzieści dni w krwawą Węgierską Republikę Rad.

Tymczasem traktat z Trianon zmniejszył terytorium tego kraju z 325 do 93 tys. km kw., pozostawiając w jego granicach ledwie 8 mln Węgrów. Poza granicami nowego państwa pozostały miliony ich rodaków, którzy wbrew swojej woli zostali obywatelami Rumunii, Słowacji, Jugosławii i Austrii. Na plebiscyt zgodzono się jedynie w prowincji Burgenland i dzięki temu w ostatniej chwili do Węgier przyłączono dawną stolicę tego państwa – Sopron. Trzeba pamiętać, że na tych terenach Węgrzy wymusili plebiscyt zbrojnym powstaniem ludności, która nie chciała dopuścić do oddania regionu w ręce austriackie i ogłosiła powstanie tzw. Palatynatu Litawskiego. Należy zauważyć, że samo terytorium przekazane Rumunii było większe od tego, które pozostawiono Węgrom.

Zmiana granic państwa węgierskiego to nie jedyne postanowienia traktatu, podpisanego w pałacu Grand Trianon w Wersalu. Węgrzy mieli zapłacić olbrzymie reparacje wojenne, zabroniono im utrzymywać armię powyżej 35 tys. żołnierzy, nie mogli posiadać lotnictwa i marynarki wojennej – zresztą stracili dostęp do morza. Przemysł wojskowy miał być częściowo zlikwidowany, pozostawiono im prawo budowy kolei wyłącznie jednotorowych.

Wspomniałem już, że 4 czerwca 1920 r. w całym kraju bito w dzwony. W kolejnych dniach odprawiano żałobne nabożeństwa w intencji ojczyzny, gazety ukazywały się w czarnych obwódkach, a szkoły, urzędy i sklepy zamknięto. Na znak żałoby narodowej flagi państwowe opuszczono w całym kraju do połowy masztów i tak pozostały aż do 1938 r. Węgrzy nigdy nie pogodzili się z faktem rozbiorów ich państwa. Od października 1920 r. we wszystkich szkołach uczniowie odmawiali modlitwę narodową: „Wierzę w Boga, wierzę w Ojczyznę, wierzę w Sprawiedliwość, wierzę w Zmartwychwstanie Dawnych Węgier”.

W latach 1938–1941 dzięki mądrej polityce regenta Miklósa Horthy’ego i sprzyjającym okolicznościom międzynarodowym słowa modlitwy o zmartwychwstaniu dawnych Węgier spełniły się. Węgrom udało się bez walki zrewidować część postanowień traktatu z Trianon. Po pierwszym arbitrażu wiedeńskim w listopadzie 1938 r. Węgry uzyskały kosztem Czechosłowacji dostęp do granic II Rzeczypospolitej, zaś w wyniku drugiego arbitrażu wiedeńskiego w sierpniu 1940 r. Węgrzy odzyskali północny Siedmiogród. Po ataku Niemców na Jugosławię do Królestwa Węgier wróciły ziemie, które w wyniku haniebnego traktatu odpadły na rzecz tego państwa. W sumie do 1941 r., dzięki ówczesnej polityce życzliwej neutralności, terytorium Węgier powiększyło się do 172 tys. km², a na łono ojczyzny wróciło prawie 2 mln Węgrów. Te zmiany terytorialne zostały anulowane w 1947 r. przez tzw. pokój paryski, którym ponownie ukarano Węgrów za ich patriotyzm i antykomunizm.

Pokarano Węgrów w traktacie nakazem ograniczenia fabryk broni. Jednak to dzięki wytężonej produkcji w tych fabrykach w latach 1919-1921 rząd Królestwa Węgier mógł przekazać II Rzeczypospolitej blisko 100 mln pocisków karabinowych, ogromne ilości amunicji artyleryjskiej, sprzętu i materiałów wojennych, które trafiły do polskich żołnierzy walczących z bolszewikami. Odsunięto traktatem Węgry od Polski. Jednak dzięki temu, że od 1938 r. nasze kraje znów ze sobą graniczyły, po wybuchu wojny ponad 100 tys. polskich uchodźców mogło schronić się w Królestwie Węgier. Dzięki życzliwości Węgrów 35 tys. polskich żołnierzy, którzy we wrześniu 1939 r. zostali na Węgrzech internowani, miało możliwość przedostania się do Francji i współtworzenia Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Kiedyś nasze państwa łączyła unia personalna, dziś – wobec podobnych, niezagojonych ran z przeszłości i wyzwań przyszłości – Węgrów i Polaków łączy trwała unia moralna. Niech żyje przyjaźń polsko-węgierska!

 

Artur Górski

Poseł na Sejm RP