dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Mam sentyment do UPR

W lewicowym tygodniku „Polityka” ukazał się spory artykuł „reportażowy” o konserwatywno-liberalnej Unii Polityce Realnej. Ponieważ teks składa się w znacznej mierze z opinii wygłaszanych przez byłych UPR-owców, dziś w większości członków Platformy Obywatelskiej, trudno go ocenić, choć oczywiście sympatii dla UPR tam nie znajdziemy. Sam Korwin-Mikke stwierdza na swoim blogu, że: „Większość tekstu – to uczciwa robota. Reszta – nie”. Ja sam, choć nigdy nie byłem członkiem UPR, przez wiele lat blisko współpracowałem z tą partią, a także z tygodnikiem „Najwyższy Czas!”, gdzie kiedyś redagowałem stałą rubrykę „Pto Fide, Rege et Lege”. Do dziś mi pozostał sentyment do prawicowej Unii Polityki Realnej i do „Najwyższego Czasu!”, choć ze względu na anty-PiS-owskie nastawienie tygodnika, od lat w nim nie pisuję i go nie czytuję.
Zawsze podkreślałem, że jako młody chłopak – najpierw uczeń, a później student – miałem dwóch nauczycieli ideowo-politycznych: Marka Jurka, którego światopogląd jest mi bliski i Janusza Korwin-Mikke, który zafascynował mnie swoimi koncepcjami ekonomicznymi, wolnorynkowymi i sceptycyzmem wobec skuteczności systemu demokratycznego (w jednej z książek, którą otrzymałem od JKM, mam dedykację: „Panu Arturowi Górskiemu jako świadectwo demokratycznej głupoty”). Zresztą w owym czasie dwie książki, których stałem się posiadaczem dzięki znajomości z JKM, w znacznej mierze ugruntowały moje poglądy: „Konstytucja wolności” Augusta Fryderyka von Hayeka oraz… „Historia i zmiana” Janusza Korwin-Mikke. Teorie i pojęcia tam zdefiniowane do dziś brzmią dla mnie wiarygodnie, choć studiowanie w Akademii Teologii Katolickiej (obecnie UKSW) katolickiej nauki społecznej i niemieckiego ordoliberalizmu nieco przytępiły moje sympatie „liberalne”.
Jako prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, który założyłem w 1988 r., ledwie pięć tygodni po osiągnięciu pełnoletniości, współpracowałem najpierw z Ruchem Polityki Realnej, a później z jego emanacją – Unią Polityki Realnej oraz ze Zjednoczeniem Chrześcijańsko-Narodowym. W obu tych partiach byli monarchiści, w UPR – oficjalnie (Deklaracja tej partii stanowiła m.in.: „Unia Polityki Realnej służyć ma łączeniu praktycznych wysiłków tych, których wiele dzieli – ale i wiele łączy. Nie chcemy doprowadzić do ujednolicenia postaw: sądzimy, że Unia będzie pepinierą różnych ugrupowań politycznych mieszczących się w tradycyjnym kręgu konserwatystów, liberałów, ludowców, monarchistów i narodowców.”), a w ZChN – nieoficjalnie. Zresztą i Janusz Korwin-Mikke i Marek Jurek nigdy nie wyrzekli się w sensie ideowym idei królewskiej.
Był taki moment, że ja – młody konserwatysta-monarchista chciałem zostać działaczem partyjnym, jak wielu moich kolegów. Rozczytany w błyskotliwych felietonach Korwin-Mikkego i jego wypowiedziach sejmowych, zebranych w książce pt. „Rząd rżnie głupa!” (do dziś chętnie cytowanych przez Rafała Ziemkiewicza, swego czasu rzecznika prasowego UPR) zapragnąłem wstąpić w szeregi Unii Polityki Realnej. Zgłosiłem taki pomysł do ówczesnego zdaje się sekretarza generalnego partii Krzysztofa Bąkowskiego, a ten mi odradził. Nie pamiętam już dokładnie argumentów przez niego wysuwanych, ale sam uznałem, że jako prezes KZ-M, w którym są działacze i UPR i ZChN, a nawet pojedynczy działacze PC i KPN, powinienem pozostać bezpartyjny. I tak zostało do czasu, gdy Marek Jurek zaprosił mnie do tworzonego na gruzach ZChN Przymierza Prawicy, które później połączyło się z Prawem i Sprawiedliwością. Choć nigdy członkiem UPR nie byłem, przez długi czas i dla mnie partia ta była ideową „latarnią morską” (określenie z tekstu w „Polityce”). A ponieważ przez wiele lat pisywałem felietony w „Najwyższym Czasie!”, nawet dziś spotykam ludzi, którzy kojarzą mnie ze środowiskiem konserwatywno-liberalnym i dziwią się, gdy im mówię, że nigdy nie byłem członkiem UPR.
Zanim zacząłem głosować na PiS, wcześniej moje sympatie polityczne i głosy wyborcze rozkładałem między ZChN i UPR. Dziś nadal mam wiele szacunku dla Marka Jurka, ubolewając, że opuścił Prawo i Sprawiedliwość i założył własny „wirtualny” byt polityczny, ale także dla Janusza Korwin-Mikke, który pozostaje dla mnie wzorem publicysty politycznego (ostatnio w ubiegłym roku gościłem w dworku Korwin-Mikkego w Józefowie na uroczystościach imieninowych „Pana w muszce”, gdzie dla działaczy Kongresu Nowej Prawicy stanowiłem swoistą atrakcję jako przedstawiciel „bandy czworga”). Nie byłem członkiem UPR, ale – jeszcze raz to powtórzę – sentyment do tej partii mi pozostał, a zatem także mam pewną sympatię do Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego, choć podobnie nie wróżę tej partii sukcesu politycznego. I mogę tylko ubolewać nad tym, że podobnie nierealny jest sojusz konserwatywnych-liberałów z „piłsudczykami” spod znaku PiS.

Artur Górski