dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Konieczność chrześcijańskiej polityki w zlaicyzowanym świecie*

Panie i Panowie!

 

Mamy w Polsce bardzo świeże przykłady, że walka o chrześcijańskość państwa wchodzi w ostatni etap. To już nie chodzi tylko o postępujący proces sekularyzacji państwa, o rozdział Kościoła od państwa, o oddzielenie tego co świeckie od tego co religijne. To już się dawno dokonało. Mamy do czynienia z coraz bardziej otwartą i natarczywą walką z krzyżem, z Chrystusem, z wartościami chrześcijańskimi. W Polsce jest coraz mniej miejsca na Boga, coraz mniejsze przyzwolenie na krzyż w przestrzeni publicznej, na wartości chrześcijańskie w prawie, mediach i polityce. Znów pojawiają się głosy, podobne do tych w czasach komunizmu, aby na powrót księży i osoby wierzące zamknąć z ich wiarą w kościele i domu. Wolność dla chrześcijaństwa staje się wolnością iluzoryczną. Jakże aktualna jest nadzieja wyrażona przez papieża Benedykta XVI, że „zwłaszcza w Europie zostanie wyeliminowana wrogość i uprzedzenia do chrześcijan”.

 

Walka z chrześcijaństwem w Polsce

 

Być może słyszeliście, jaka walka rozegrała się o „krzyż smoleński” przed Pałacem Prezydenckim. Ten krzyż ustawili harcerze przed siedzibą głowy państwa polskiego w pierwszych dniach żałoby po śmierci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Symbolizował on pamięć po tych wszystkich, którzy zginęli w tej katastrofie i nadzieję ich chwalebnego zmartwychwstania. Pod tym krzyżem co dzień modlili się Polacy, wiele osób w różnym wieku. Pod tym krzyżem składano wiązanki kwiatów i zapalano znicze, które za chwilę uprzątały służby oczyszczania miasta chronione przez straż miejską i policję.

Ludzie, którzy dzień i noc stali pod krzyżem w modlitewnym skupieniu, byli wyszydzani i obdzierani z godności przez napastliwe grupki rozwydrzonej lewackiej młodzieży. Musieli bronić nie tylko siebie, ale także krzyża przed kolejnymi próbami profanacji, przed znieważeniem. I wreszcie któregoś poranka pracownicy Kancelarii Prezydenta usunęli krzyż „smoleński” właśnie w imię świeckiego państwa. Uznano, że nie ma miejsca na krzyż w przestrzeni publicznej, że jedynym miejscem godnym krzyża jest kaplica. Dlaczego ten krzyż tak bardzo im przeszkadzał? Bo przypominał o ś.p. Lechu Kaczyńskim, a także świadczył o Bogu.

Teraz walka o krzyż przenosi się do Sejmu. Nie wiem, czy Państwo wiecie, ale w sali obrad polskiego Sejmu wisi krzyż. Został tam powieszony po okresie komunizmu. Symbolizował zerwanie z dziedzictwem Polski komunistycznej, zależnej od Rosji sowieckiej, a także najlepsze polskie tradycje i korzenie chrześcijańskie, na których zbudowano Polskę. To przed tym krzyżem posłowie na początku każdej kadencji składają ślubowanie poselskie, a wielu z nich – powiem więcej – zdecydowana większość z nich kończy ślubowanie słowami „Tak mi dopomóż Bóg!”. Tak będzie i za kilkanaście dni, gdy rozpoczniemy VII kadencję Sejmu.

Krzyż w sali sejmowej do tej pory nie budził kontrowersji. Owszem, nie podobał się przedstawicielom lewicy postkomunistycznej, ale jej posłowie, gnuśni i leniwi, nie wychodzili z inicjatywą jego zdjęcia. W ostatnich wyborach do polskiego Sejmu dostała się grupa posłów, którzy reprezentują nurt Nowej Lewicy. Na ich czele stoi skandalista i prowokator polityczny, który od dawna walczy z Kościołem i Bogiem. To bardzo dynamiczny, bezwzględny polityk, który jawi się jako kapłan nowej antyreligii – walczącego ateizmu. I on zażądał zdjęcia krzyża z sali obrad Sejmu, gdyż jego zdaniem krzyż tam powieszony jest zaprzeczeniem idei świeckości państwa. Już zapowiedział, że jeśli krzyż nie zniknie z Sejmu, sprawę skieruje do Trybunału Konstytucyjnego. Trochę przypomina to sytuację z Włoch, gdzie także rozegrała się walka o krzyż i katolicy tę walkę wygrali. W polskim Sejmie także tę walkę stoczymy. Moja partia – Prawo i Sprawiedliwość już zapowiedziała zgłoszenie specjalnej uchwały, która sprzeciwi się lewackim, antykatolickim roszczeniom.

Jak Państwo widzicie, mamy do czynienia z coraz trudniejszymi sytuacjami, z coraz gwałtowniejszymi atakami na chrześcijaństwo. Do niedawna wydawało się, że Polska jest ostoją chrześcijaństwa, że Polacy mogą stać się awangardą chrześcijańskiej rekonkwisty w Europie. Ala fala laicyzmu zalewa i nasz kraj coraz mocniej, wody ateizmu podnoszą się coraz wyżej. Siedzimy w okopach Świętej Trójcy i odpieramy kolejne ataki, przeważnie cofamy się, rzadko atakujemy, jeszcze rzadziej wygrywamy. Jesteśmy jak oblężona chrześcijańska twierdza atakowana ze wszystkich stron przez współczesnych Maurów ateizmu.

Kilka tygodni temu niewiele nam zabrakło, byśmy w polskim Sejmie odnieśli zdecydowane zwycięstwo w obronie życia ludzkiego. Procedowaliśmy nad obywatelskim projektem ustawy, którą poparło ponad 600 tys. obywateli. Projekt ten przewidywał wprowadzenie całkowitego zakazu zabijania dzieci poczętych. Wniosek lewicy o jego odrzucenie w pierwszym czytaniu został odrzucony. Jednak w drugim czytaniu ów wniosek powtórzono i uzyskał on poparcie większości posłów liberalnych, należących do rządzącej Platformy Obywatelskiej. Premier Donald Tusk wprowadził dyscyplinę głosowania za wnioskiem i tylko 15 z 200 parlamentarzystów tej partii, choć większość uważa się za katolików, miała odwagę głosować przeciwko wnioskowi. Zwolennikom ustawy zabrakło pięciu głosów, by była ona nadal procedowana. Wiemy, że w nowej kadencji Sejmu będzie jeszcze trudniej. Ale wiemy także, że tym bardziej jesteśmy zobowiązani walczyć o wartości chrześcijańskie i dawać świadectwo o nich. Bo ludzi czekają na przewodników, na autorytety moralne w polityce, bo wielu Polaków ma nadzieję, wierzy, że z pomocą Bożą można zwyciężyć i zaprowadzić w państwie porządek oparty na wartościach chrześcijańskich.

 

Walka z chrześcijaństwem w Europie

 

Problemy, o których mówię na przykładzie Polski, są znacznie powszechniejsze, o czym Państwo doskonale wiecie. Cały współczesny świat jest zlaicyzowany i coraz bardziej odchodzi od Boga. Upadają wszelkie autorytety, obserwujemy kryzys rodziny, pogłębia się proces demoralizacji społeczeństw i rozkładu elit. Polityka przestaje być służbą ludziom i dbałością o dobro wspólne, a coraz częściej staje się – właśnie w demokracji – narzędziem szatana do zniewolenia człowieka i walki z Bogiem. Słowa papieża Jana Pawła II, że demokracja bez wartości może przeistoczyć się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm urzeczywistniają się na naszych oczach. Widzimy, jak demokracja żywi się kłamstwem, jak ludzie są manipulowani przez lewicowo-liberalnych polityków za pomocą mediów, ale niewiele możemy zrobić, by na drodze legalnych procedur prawnych zatrzymać ten proces.

Procesom rozkładowym naszej cywilizacji sprzyja prawo Unii Europejskiej i europejskie instytucje. Europejski Trybunał Praw Człowieka coraz częściej staje się ważnym czynnikiem walki ideologicznej, a jego wyroki budzą coraz większe kontrowersje z punktu widzenia zasad chrześcijańskich. W 2007 r. Trybunał orzekł, iż władze Warszawy naruszyły europejską konwencję praw człowieka, zakazując przeprowadzenia parady równości dwa lata wcześniej. Przypominam, że ówczesny prezydentem stolicy Polski Lech Kaczyński odmówił zgody na paradę równości w obawie przed demoralizacją młodego pokolenia. W kolejnym wyroku przeciwko Polsce sędziowie Trybunału uwzględnili skargę Alicji Tysiąc, której lekarz odmówił wykonania zabiegu przerwania ciąży. Zdaniem Trybunału, lekarz sprzeciwiając się woli kobiety usunięcia dziecka, naruszył jej wolność i naraził na pogorszenie zdrowia, jakby zdrowie było ważniejsze od życia. Z kolei w 2008 r. zapadł wyrok Trybunału przeciwko Francji, w którym zarzucono władzom tego kraju dyskryminację, gdyż nie zgodziły się, aby tamtejsza lesbijka zaadoptowała dziecko. To tylko niektóre przykłady.

Pamiętamy, jak kilka lat temu Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło rezolucję w sprawie dostępności bezpiecznej i legalnej aborcji w Europie. W rezolucji Zgromadzenie wezwało państwa członkowskie do zagwarantowania kobietom prawa do aborcji oraz do zniesienia istniejących w prawie restrykcji. Deputowani Rady Europy w rezolucji uznali m.in., że kobietom starającym się o aborcję powinna być oferowana opieka medyczna i psychologiczna, jak również stosowne wsparcie finansowe. Ponadto podkreślili konieczność lepszego dostępu do bezpłatnych środków antykoncepcyjnych. Rezolucję przygotowano na podstawie raportu w sprawie aborcji opracowanego przez Komitet Równych Szans i Możliwości dla Kobiet i Mężczyzn Rady Europy. Raport ten był syntezą raportów cząstkowych i różnych opracowań przygotowanych przez organizacje feministyczne w poszczególnych krajach, w tym przez polską Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która przesłała do raportu całkowicie nieprawdziwe dane nt. aborcji w Polsce. Ale nie chodziło tu o prawdę, lecz o próbę ingerencji w ustawodawstwo innych państw.

Teraz kilka słów o Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Nie bez powodu Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński za swój największy sukces w negocjacjach dotyczących przyjęcia przez Polskę Traktatu z Lizbony uznał wyłączenie naszego kraju spod działania Karty Praw Podstawowych. Zgodnie z przyjętym protokołem do Polski mają zastosowanie tylko takie zapisy Karty, które są przewidziane w prawie krajowym. Chodzi tu szczególnie o kwestie dotyczące rodziny i moralności. Polski prezydent miał świadomość, że w Karcie ukryte są niebezpieczne pułapki. Np. w dokumencie tym jest zapisane, że każdy ma prawo do życia, ale nie ma słowa o ochronie życia ludzkiego w fazie prenatalnej. Uznano przy tym, na co zwrócono uwagę w oficjalnych wyjaśnieniach do Karty, że prawo do ochrony płodu ludzkiego może zostać ograniczone ze względu na godność kobiety. Jak widzimy, jest to pozorna ochrona życia, a w rzeczywistości ciche przyzwolenie na aborcję. W karcie jest jasny zakaz reprodukcyjnego klonowania istot ludzkich, ale brakuje zakazu klonowania terapeutycznego, co stanowi dogodną furtę i de facto legalizuje klonowanie w celach medycznych. I znów potwierdzają to wyjaśnienia do karty, w których stwierdzono, że karta nie stanowi przyzwolenia na inne formy klonowania, ani ich nie zakazuje, a więc nie uniemożliwia ustawodawcy wprowadzenia zakazu innych form klonowania. Ponadto w Karcie są wymienione dwa odrębne prawa: prawo do zawarcia małżeństwa i prawo do założenia rodziny. Taki rozłączny zapis eliminuje małżeństwo jako fundament rodziny i daje możliwość uznania małżeństw bez rodziny, jakimi są związki homoseksualne. Taką wykładnię zawierają wyjaśnienia do Karty, gdzie napisano, że brzmienie odpowiedniego artykułu wynika z potrzeby uwzględnienia przypadków, w których ustawodawstwo krajowe uznaje inne możliwości utworzenia rodziny niż zawarcie małżeństwa przez osoby odmiennej płci. I znów to tylko niektóre przykłady prawa europejskiego wymierzonego w fundamenty naszej cywilizacji.

 

Chrześcijanie bierni i zmanipulowani

 

Zanim powiem kilka słów o polityce chrześcijańskiej, muszę zwrócić uwagę na problem bierności i wycofania chrześcijan z życia publicznego, a także na uleganie przez osoby wierzące manipulacji, w której narzędziem są media. Obserwujemy pasywność wielu chrześcijan, którzy stracili ducha walki, którym wmówiono, że polityka to samo zło, że życie publiczne nie może mieć nic wspólnego z chrześcijaństwem. Do tego zniechęcania przyczynia się niski poziom debaty publicznej w demokracji, liczne przejawy agresji i częstego obrzucania się błotem przez polityków. To prowadzi do sytuacji, że chrześcijanie nie tylko są wykluczani z życia publicznego, ale sami wycofują się z niego, aby nie narażać się na atak, szyderstwa, kpiny i agresję wrogów chrześcijaństwa. Chrześcijanie zniechęcają się do polityki i coraz częściej nie tylko nie chcą angażować się w życie publiczne, ale nawet nie idą na wybory. A takie totalne wycofanie się jest oddaniem pola wrogom Kościoła, którzy właśnie liczą na to, że katolicy albo dadzą się zmanipulować przez media, albo w ogóle nie pójdą głosować. „Bierność, która zawsze była postawą nie do przyjęcia, dziś bardziej jeszcze staje się winą. Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności” – pisał Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Christifideles laici”.

Natomiast tym katolikom, którzy chcą partycypować w życiu publicznym, wrogowie Kościoła i Boga starają się narzucić język debaty publicznej, jej zakres, a także swoją optykę spojrzenia na różne sprawy. Kongregacja Nauki Wiary zwraca uwagę na coraz powszechniejszy relatywizm kulturowy, którego oczywistym przejawem jest upowszechnianie i obrona etycznego pluralizmu. Sankcjonuje on rozkład rozumu oraz obalenie zasad naturalnego prawa moralnego. W wyniku tej tendencji często niestety głosi się publicznie, że taki pluralizm etyczny jest warunkiem demokracji. Dochodzi do tego, że nawet katolicy żądają całkowitej autonomii dla swoich wyborów moralnych, które przekładają się na decyzje polityczne. I jeśli nawet są one sprzeczne z chrześcijaństwem, z nauką Kościoła katolickiego, to oni tego nie dostrzegają w swych chorych sumieniach, albo nie chcą widzieć, bo tak jest łatwiej i wygodniej.

Jest jeszcze drugie dno tego samego problemu, równie niebezpieczne dla osób wierzących o słabej konstrukcji moralnej. Wrogowie Kościoła i Boga, w imię fałszywie pojmowanej tolerancji, żądają od katolików, aby zrezygnowali z wnoszenia do życia społeczno-politycznego tego, co osoby wierzące uznają po ludzku za prawdziwe i słuszne, a co jest zgodnie z chrześcijańską koncepcją ludzkiej osoby, wspólnego dobra i państwa. Wrogowie chrześcijaństwa starają się przemilczeć fakt, że prawo głoszenia swoich poglądów demokratyczny porządek prawny stawia jednakowo do dyspozycji wszystkich członków politycznej wspólnoty. Wręcz przeciwnie, narzucają wszystkim pogląd, że postulaty „chrześcijańskie” są tożsame z „wartościami wyznaniowymi”, a zatem kłócą się z zasadą „świeckości” państwa i obowiązującego porządku prawnego. A co za tym idzie, głoszenie takich poglądów ma oznaczać próbę ich narzucenia i nietolerancję wobec innych postaw i poglądów. Stosując tę metodę różnej maści liberałowie i socjaliści, obrońcy Praw Człowieka, pacyfiści, tzw. zieloni i inni starają się zamknąć usta katolikom i wyeliminować ich głos z debaty publicznej.

Miejmy świadomość, że siły wrogie Kościołowi i Bogu w imię poszanowania indywidualnego sumienia odmawiają katolikom prawa do polityki zgodnej z ich przekonaniami dotyczącymi wspólnego dobra. W rzeczywistości wrogowie wiary dążą do dyskwalifikacji chrześcijan pod względem politycznym z tego powodu, iż działanie w zgodności ze swoim sumieniem uznają oni za swój moralny obowiązek. Ale tym samym ci, którzy walczą o prawa człowieka i tolerancję sami posuwają się do dyskryminacji i popadają w pewną formę nietolerancyjnego laicyzmu. Bowiem walcząc z „wyznaniowością” w polityce odrzucają nie tylko jakiekolwiek znaczenie chrześcijańskiej wiary w dziedzinie polityki i kultury, ale nawet samą możliwość istnienia etyki naturalnej. A tym samym chcą wykluczyć z polityki tych, którzy tę etykę uznają. Na to godzić się nie możemy, temu z całą mocą musimy się przeciwstawiać, odkrywając prawdę o tej manipulacji.

 

Aktywna polityka chrześcijańska

 

Chrześcijanie muszą pamiętać, że mają prawo w demokracji szczerze poszukiwać prawdy, a także rozpowszechniać i chronić przy zastosowaniu godziwych środków zasady moralne dotyczące życia społecznego, sprawiedliwości, wolności, poszanowania życia i innych praw ludzkiej osoby. Fakt, że niektóre z tych zasad są także treścią nauczania Kościoła, nie pomniejsza cywilnej prawowitości i „świeckości” zaangażowania tych, którzy się w nich odnajdują.

W tym miejscu należy przypomnieć fundamenty niezbędne osobie wierzącej do właściwego wypełniania przez nią obowiązków w życiu politycznym, a także kwestie, które wymagają szczególnego wysiłku w realizowaniu służby publicznej.

Głównym fundamentem jest chrześcijańska nauka moralna i społeczna. Do tej nauki świeccy katolicy i generalnie chrześcijanie winni się zawsze odwoływać, aby mieć pewność, że ich uczestnictwo w życiu politycznym nosi na sobie znamię nienagannej odpowiedzialności za sprawy doczesne. Kluczem do powodzenia jest uwzględnienie w działalności publicznej, szczególnie w pracy legislacyjnej, chrześcijańskiej koncepcji osoby ludzkiej. Odnośnie do tej koncepcji zaangażowanie osób wierzących nie może dopuszczać żadnego kompromisu, gdyż w przeciwnym razie zostałoby przekreślone świadectwo chrześcijańskiej wiary w świecie oraz wewnętrzna jedność i zgodność samych wiernych.

Niezbywalny szacunek dla osoby ludzkiej i konieczność zabiegania o dobro wspólne narzucają na chrześcijańskiego polityka konkretne obowiązki. A głównym z tych obowiązków jest odważne, publiczne dawanie świadectwa prawdzie, zwłaszcza w momentach konfrontacji, w których stawką jest istota moralnego ładu, dotyczącego integralnego dobra ludzkiej osoby. Wyraźnym przykładem dbania o ten ład jest aktywne zabieganie o stanowienie dobrego prawa w zakresie całego kompleksu ustaw cywilnych dotyczących aborcji i eutanazji, tak aby nie przekraczały one prawa, które ludzie otrzymali z nadania Boga. Dotyczy to także obowiązku poszanowania i ochrony praw ludzkiego embrionu, czyli sprzeciwu wobec metody sztucznego zapłodnienia In vitro.

Analogicznie winna być zagwarantowana ochrona i rozwój rodziny opartej na monogamicznym małżeństwie między osobami odmiennej płci. Należy zabezpieczać jej jedność i trwałość, zagrożoną przez współczesne prawa dopuszczające rozwód. Ponadto w żaden sposób nie mogą być prawnie zrównane z rodziną inne formy współżycia ani jako takie nie mogą uzyskać prawnego uznania.

Także niezwykle ważne jest zapewnienie rodzicom wolności wychowywania własnych dzieci, co należy do praw niepodważalnych. Z podobną stanowczością trzeba myśleć o społecznej ochronie nieletnich oraz o wyzwoleniu ofiar współczesnych form niewolnictwa, jakimi są narkomania i wykorzystywanie przez prostytucję. W wykazie tym nie można pominąć prawa do wolności religijnej oraz do rozwoju ekonomicznego, który powinien służyć ludzkiej osobie i wspólnemu dobru, z poszanowaniem społecznej sprawiedliwości, zasady międzyludzkiej solidarności i pomocniczości, według której prawa wszystkich osób, rodzin i grup społecznych oraz ich realizacja powinny być uznawane, zachowywane i popierane.

W „Nocie doktrynalnej dotyczącej pewnych kwestii związanych z udziałem i postawą katolików w życiu politycznym” czytamy: „Jeśli zaangażowanie polityczne choćby w jednym aspekcie zostaje oderwane od społecznej nauki Kościoła, przestaje ono być wyrazem pełnej odpowiedzialności za wspólne dobro. Nie jest do pomyślenia, aby katolik na innych ludzi zrzucał płynący z Ewangelii Jezusa Chrystusa obowiązek chrześcijan głoszenia i realizacji prawdy o człowieku i o świecie”. Zatem z są kwestie, w których dla chrześcijanina nie ma kompromisu, ale nie mogąc go osiągnąć, a nawet przegrywając swoje poglądy w walce politycznej, chrześcijanin nie może zrezygnować z dalszych, uporczywych zmagań o dobro wspólne. Chrześcijanin, w Polsce – katolik musi być stale walczący, czynny a nie bierny.

Reasumując ten wątek moich rozważań, muszę stwierdzić, że prawdziwi politycy chrześcijańscy muszą brać odpowiedzialność za państwo, mówić prawdę i dawać dobry przykład, odwołując się do pozytywnych wzorców i wpajając wartości chrześcijańskie. Powinni bronić krzyża w miejscu publicznym i roli Kościoła w życiu społecznym. W swoim działaniu muszą być odważni, konsekwentni i wierni zasadom. Muszą dążyć do przeprowadzenia swoistej rewolucji moralnej i naprawy państwa w obszarze kultury i instytucji. Podstawą zmian mają być uchwalone ustawy, które na nowo określą normy życia społecznego, zaczną chronić rodzinę, a także ustanowią prymat człowieka w stosunku do zbiorowości, gwarantując mu prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

 

Partia wartości chrześcijańskich

 

Nauczanie Kościoła katolickiego nie precyzuje i nie wskazuje, które partie są lepsze, a które gorsze, choć grzechem jest udział katolika w takiej partii, która programowo występuje przeciwko prawu Bożemu i chrześcijańskim wartościom. Wśród katolików i innych chrześcijan najbardziej popularne są partie chrześcijańsko-demokratyczne. Ale chrześcijańskimi są one przeważnie już tylko z nazwy, bowiem w głosowaniach często przyjmują optykę liberalną czy socjalistyczną. W partiach chadeckich nie ma woli walki o wartości chrześcijańskie, a ich sprzeciw wobec ataków na te wartości jest przeważnie powierzchowny, ma zazwyczaj wymiar symboliczny. W zasadzie partie chadeckie oddają dziś pole na każdym kroku. Na usprawiedliwienie miałkości ideowej tych formacji politycznych można powiedzieć to, że są tak samo chłodne w swoim chrześcijaństwie, jak chłodni są ich wyborcy, którzy przestali oceniać politykę tych partii i ich programy z punktu widzenia istotnych wartości chrześcijańskich. Można powiedzieć, że w znacznej mierze pogodzili się z klęską swoich wartości.

Owszem, w różnych państwach są różne okoliczności funkcjonowania i różne historyczne uwarunkowania systemu demokratycznego. Mamy tzw. młode i tzw. stare demokracje, systemy ustabilizowane i nieustabilizowane, dopiero kształtujące się, gdzie nie zawsze mamy pełną paletę barw ideowo-politycznych. Ponadto działacze polityczni o odcieniu chrześcijańskim wybierają różne strategie działania dla urzeczywistnienia lub zagwarantowania tych podstawowych wartości, które im są bliskie. Jedni tworzą partie chadeckie, centrowe, inni prawicowo-konserwatywne, czy nawet narodowe. Inni decydują się na ukonstytuowanie frakcji chrześcijańskiej lub konserwatywnej w szerszej formacji politycznej. Każdy taki wybór może być zaakceptowany z moralnego punktu widzenia, jeśli tylko prowadzi do urzeczywistnienia polityki opartej na wyznawanych wartościach.

Problemem jest to, że dziś wielu polityków unika deklaracji ideowych, jasnego opowiedzenia się po którejś ze stron, gdyż jest to często politycznie wygodne. Jest to niedopuszczalny koniunkturalizm. Również wielce naganne jest, aby polityk odwołujący się do chrześcijaństwa w praktyce realizował koncepcję pluralizmu pojmowanego w sensie moralnego relatywizmu i de facto prowadził politykę antychrześcijańską. Wówczas nie tylko traci legitymację do tego, by nazywać się politykiem chrześcijańskim, broniącym wartości moralnych, a wręcz staje się zdrajcą Boga i Kościoła.

Optymalna sytuacja jest taka, gdy na scenie politycznej jest partia konserwatywna, jednoznacznie zadeklarowana w swoim programie i konsekwentna w swoim działaniu. Możemy wtedy mówić o partii wartości, gdy politycy tej partii propagują wartości moralne, starają się urzeczywistniać je w prawie, a także bronią ich przed wykluczeniem z porządku prawnego. Partia taka, niezależnie czy jest partią opozycyjną, czy – co niestety ma miejsce rzadziej – partycypuje we władzy, w swojej polityce chrześcijańskiej musi być odważna i konsekwentna. W sprawach fundamentalnych nie może iść na tzw. zgniły kompromis, który jest nacechowany brakiem etycznego i politycznego wysiłku. Jak pisał Bernard Sutor w swojej „Etyce politycznej”, kompromis taki „polega albo na zamazywaniu różnic i markowaniu porozumienia, albo na porzuceniu zasad i wysokich wartości z powodu oportunizmu lub tchórzostwa”. Zresztą w kwestiach wiary i prawdy kompromis po prostu nie jest możliwy, gdyż może oznaczać tylko ich zaprzeczenie.

Panuje błędne przekonanie, z którym spotykam się także w Polsce, że wobec uwarunkowań demokracji medialnej, ze względu na powszechne zwycięstwo lewicowego czy bezideowego myślenia, partia wartości nie ma racji bytu. Są przesłanki, by tak m myśleć. Projekty takich partii pojawiają się, ale często są źle realizowane, w oderwaniu od rzeczywistości sceny politycznej, bez autorytetów, bez zaplecza instytucji kulturotwórczych, bez bazy medialnej. Przeważnie nie wytrzymują próby czasu, kolejnych porażek i upadają.

Nie ma wątpliwości, że w społeczeństwach Europy rośnie zapotrzebowanie na partie wartości, bowiem wobec postępującej destrukcji i upadku moralnego, budzi się tęsknota za odrodzeniem moralnym, tęsknota za prawdą, uczciwością i sprawiedliwością. Tak jak ludzki organizm domaga się dobrego powietrza i zdrowego pokarmu, tak samo ludzka dusza woła o wartości moralne w życiu rodzinnym i publicznym. Trzeba wyjść naprzeciw tym tęsknotom, umieć je uchwycić i uczynić z nich wiatr, który zadmie w żagle partii wartości. To nie jest łatwe zadanie, ale jeśli znajdzie się wybitny polityk konserwatywny, który będzie miał odwagę i siłę podnieść wysoko sztandar wartości, ludzie ten sztandar dostrzegą i w końcu pełni nadziei pójdą za nim, jak poszli na Węgrzech za Viktorem Orbanem.

Mam nadzieję, że kiedyś także w Polsce zatriumfuje partia wartości, że zostanie przez nią wyłoniony, odpowiadający naszej tradycji, rząd katolicki, który we współpracy z Kościołem przeprowadzi kontrrewolucję obyczajową i kulturową. Wierzę, że odbudujemy autorytet władzy, jeśli ta w swym działaniu będzie kierowała się wolą Opaczności. Jestem przekonany, że odrodzony naród polski, świadomy swej wspaniałej historii i czerpiący obficie ze swego duchowego dziedzictwa, znajdzie siłę do zainicjowania, właśnie u boku Węgier, nowej europejskiej rekonkwisty, która przywróci Europę chrześcijaństwu. Dziękuję Państwu za uwagę.

dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

 

(* Wykład wygłoszony w Tallinie w dniu 22 października 2011 r.)