dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Palikot idzie na wojnę

Poseł Janusz Palikot, do niedawna wyuzdany harcownik Platformy Obywatelskiej, obecnie polski Żyrinowski, za którym stoi 40-sto osobowy klub parlamentarny, znów idzie na wojnę z krzyżem. To, co dla SLD było niemiłe, dla niego jest nienawistne. W prowokacyjnych słowach zapowiada prowokacyjne działania. Mówiąc o potrzebie zachowania procedur formalnych, dąży do siłowej konfrontacji. Walkę z krzyżem, którą prowadził swoimi jaczejkami pod Pałacem Prezydenckim, chce teraz przenieść do sali posiedzeń Sejmu. Doskonale wie, że posłowie PiS nie będą bierni i milczący wobec zamachu na krzyż w sali obrad Sejmu. Ale jemu o to chodzi, bo żywi się awanturą, karmi anarchią. I o to chodzi Donaldowi Tuskowi, który chce rękami Palikota po raz kolejny uwikłać PiS w wojnę „ideologiczną”, by po cichu uchwalić budżet na kolejny rok i odgrywać rolę „złotego środka” w polityce polskiej.

Zaczęło się pod „smoleńskim” krzyżem

Mówiło się, że nazizm i komunizm to były systemy szatańskie, obydwa wymierzone w krzyż. Krzyż w sali obrad Sejmu został zawieszony po odzyskaniu przez Polskę suwerenności, jako symbol przekreślenia dziedzictwa komunizmu. Symbolizuje także korzenie cywilizacyjne naszego państwa i Narodu. Walka Palikota z krzyżem wpisuje się w aktualne trendy światowe, w inteligentniejsze działanie szatana, który pod płaszczykiem walki o prawa człowieka, wolności obywatelskie, państwo neutralne światopoglądowo, zwalcza wszelkie przejawy chrześcijaństwa, uderza w chrześcijańskie fundamenty naszej cywilizacji, w samego Boga. Palikot jawi się jako „kapłan” nowej, świeckiej antyreligii, za którą stoi szatan. I nie bójmy się tego otwarcie mówić, skoro wierzymy w Boga i szatana, w walkę zła z dobrem.

Najpierw Palikot walczył z krzyżem i ludźmi broniącymi krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Wyrażał głośny sprzeciw wobec „zawłaszczaniu przestrzeni publicznej przez mieszaninę ksenofobii i nacjonalizmu pod płaszczykiem patriotyzmu”. Gdy posłowie Prawa i Sprawiedliwości sprzeciwili się eksponowaniu przed Pałacem Prezydenckim przez zwolenników Palikota prowizorycznego krzyża z puszek po piwie „Lech”, Palikot złożył wniosek do komisji etyki poselskiej o ukaranie 8 posłów. W uzasadnieniu przewrotnie napisał, że posłowie ci „swoją postawą naruszyli przepisy kodeksu karnego, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej jakim jest krzyż. Takie zachowanie nie licuje z powagą piastowanego urzędu posła, który powinien być reprezentantem Narodu, a nie anarchizujących grupek społecznych”. Przy tej okazji na konferencji prasowej zażądał od prokuratury, by zajęła się obrońcami krzyży, którzy – jego zdaniem – „bezczeszczą symbol religii”. Jak więc widzimy, najpierw zorganizował niesmaczny happening wymierzony w krzyż, a następnie wykorzystał prowokację do odwrócenia sytuacji i absurdalnych oskarżeń wysuwanych wobec posłów PiS, gdy to przecież on bezcześci krzyż, permanentnie obraża religijne uczucia wielu Polaków i reprezentuje „anarchizującą grupkę społeczną”. Gdy krzyż spod Pałacu Prezydenckiego zniknął, Palikot nie ukrywał swojej satysfakcji, a nawet radości. Wiedział, że swoimi prowokacjami, dążeniem wręcz do fizycznej konfrontacji, przyczynił się do takiej a nie innej decyzji prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Teraz Palikot mówi, że jego zabiegi o zdjęcie krzyża z sali obrad Sejmu to konsekwencja decyzji prezydenta Komorowskiego, który kazał usunąć krzyż „smoleński” z Krakowskiego Przedmieścia. Inteligentnie używa tych samych argumentów, których używali pracownicy Kancelarii Prezydenta, uzasadniając decyzję przeniesienia krzyża „smoleńskiego” z ulicy do kościoła. Powoływanie się na autorytet Prezydenta RP jest bardzo wygodne dla Palikota, gdyż uwiarygodnia go i wobec Marszałka Sejmu i wobec Polaków, którzy krzyż coraz częściej traktują jako zwyczajny przedmiot, który można swobodnie przenosić z miejsca na miejsce i dla którego nie ma miejsca w przestrzeni publicznej. Szatan już zaciera ręce z zadowolenia, ma pojętnego ucznia.

 

Palikot jako młot PO

         Dziś Palikot sili się na samodzielnego polityka, który chce coś znaczyć w polityce polskiej. Oczywiście jako lider swojego Ruchu jest samodzielny i znaczący, ale jako osoba należąca do „salonu” i reprezentująca jedną z jego frakcji, jest tylko elementem większej układanki ideologiczno-politycznej. Kontynuuje ten sam scenariusz, który realizował pod skrzydłami Platformy Obywatelskiej. Odgrywa rolę, która została mu przydzielona, a która jest rozpisana w scenariuszu obok ról innych osób. On jest tym skrajnym, bezwzględnym, bezkompromisowym – młot na katolików i wartości chrześcijańskie, ale także młot na Prawo i Sprawiedliwość.

Gdy był w Platformie Obywatelskiej, wydawało się, że jego silna pozycja umożliwia mu uprawianie własnej polityki w ramach PO, nie do końca kontrolowanej przez jej kierownictwo. Niekiedy, gdy w swoich zagraniach przeginał, gdy jego prowokacja przekraczała granice przyzwoitości, co zagrażało wizerunkowi PO, oficjalnie był ganiony – wówczas podkreślano, że to tylko Palikot, a nie cała Platforma Obywatelska. Ale w zaciszu gabinetu Tusk zapewne nie raz poklepywał go po plecach z zadowoleniem, gdyż przecież Palikot robił świetną robotę – atakował bezceremonialnie Prawo i Sprawiedliwość. Był facetem od brudnej roboty i taką robotę wykonywał.

Zbliżały się wybory, najpierw samorządowe, później parlamentarne. Mózgi PO kombinowały, jak uderzyć w opozycję, by zmniejszyć jej szansę na zwycięstwo. Najłatwiej obniżyć poparcie dla opozycji przez rozproszenie głosów, czyli przez stworzenie wiarygodnych alternatyw. Najpierw wypuszczono wabik na wyborców Prawa i Sprawiedliwości przez stworzenie partii Polska Jest Najważniejsza. Wiadomo, że rozłam w PiS dokonał się po konsultacjach przyszłych rozłamowców z politykami PO, w tym z Januszem Palikotem. Utworzono alternatywę, która miała przyciągnąć prawicowych wyborców niezadowolonych z radykalizmu i błędów liderów PiS. Ale eksperyment ten, choć zadziałał w wyborach samorządowych, znacząco osłabiając PiS, nie wytrzymał perspektywy czasu. Większość wyborców Prawa i Sprawiedliwości została wierna tej partii lub znów zaczęła ją popierać.

Gdy sondaże nie pozostawiały złudzeń, że PJN poniesie totalną katastrofę i ta prowokacja polityczna się nie powiodła, wypuszczono kolejny wabik – tym razem na wyborców lewicy. Palikot, który już wcześniej paradował w koszulce z napisem „Jestem z SLD”, dążąc do zdobycia sympatii wyborców tej partii, stworzył swój Ruch, który ma być alternatywą dla Sojuszu. Tutaj kierownictwo PO znalazło o wiele zdolniejszego gracza, niż Joannę Kluzik-Rostkowską (przygarniętą na łono Platformy tuż przed katastrofą PJN), a wynik wyborczy Sojuszu pokazał, że Palikot nie zawiódł oczekiwań Tuska. Słabszy, gnuśny i wewnętrznie rozdarty Sojusz poniósł porażkę, z której może się już nie podnieść wobec alternatywy, jaką jest Nowa Lewica agresywnego i dynamicznego Palikota.

Obecnie rola tego ostatniego wchodzi w kolejną fazę. Gdy lewica jest rozłożona na łopatki i poniekąd uzależniona od Palikota, ten ostatni ma się zająć dalszą neutralizacją PiS, wciągając tę partię do ideologicznego sporu. I temu ma służyć zapowiedź lidera swojego Ruchu, że wystąpi do Marszałka Sejmu o zdjęcie krzyża z sali obrad Sejmu, a gdy to nie poskutkuje skieruje skargę do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten rozstrzygnął, czy krzyż w Sejmie nie narusza idei świeckiego państwa, zapisanej w Konstytucji RP.

Palikot wie, że posłowie PiS nie zostaną bierni wobec tej prowokacji, doskonale zdaje sobie sprawę, że reakcja może być gwałtowna, a jeszcze bardziej rozdmuchana przez media, które będą wolały zająć się walką o krzyż w Sejmie, niż pracami nad budżetem i narastającym kryzysem w państwie. Politycy PO przewidują, że PiS-owski byk na pewno wystawi rogi, gdy zamachano mu przed oczami „czerwoną płachtą” Palikota. A gdy posłowie PiS wyrażą swój sprzeciw wobec żądań Palikota, PiS zostanie w mediach pokazana jako partia skrajna, kontrrewolucyjna, może nawet faszystowska, a na pewno pozostająca na usługach „czarnych sutann”.

Marszałek Sejmu będzie zapewne przedłużał moment rozstrzygnięcia sporu, być może dozując emocje wyborcom lewicy i prawicy. A media zaczną kreować Platformę Obywatelską jako partię umiaru, „złotego środka” polityki polskiej. I nie jest wykluczone, że choć Schetyna czy jego następczyni zapowiadana przez premiera Ewa Kopacz nie zdecydują się na zdjęcie krzyża, ale poprą ideę rozstrzygnięcia sporu w Trybunale Konstytucyjnym. Taki scenariusz gwarantuje nam zdominowanie polityki polskiej walką o sejmowy krzyż przez najbliższe miesiące, a tymczasem PO będzie spokojnie rządziła, zawłaszczając kolejne obszary państwa. Tusk już zaciera ręce z zadowolenia, ma pojętnego ucznia.

 

Jednoznaczne stanowisko PiS

 

Prawi i Sprawiedliwość w walce o krzyż w Sejmie musi zająć jednoznaczne stanowisko. Jednak ta sytuacja pokazuje, że aby nie wciągać całej partii w permanentny spór ideologiczny, bój o krzyż muszą podjąć ci posłowie, którzy jako swój postulat przyjęli walkę o krzyż w życiu publicznym. Pozostali zaś powinni zająć się sprawami gospodarczymi, budżetem i reformą finansów publicznych, szczególnie wobec zbliżającej się drugiej fali kryzysu. Muszą także, choć będzie to znacznie trudniejsze, niż w mijającej kadencji Sejmu, patrzeć władzy na ręce, by nie rozkradała Polski.

Oznacza to, że w walce o wartości chrześcijańskie, które są obecnie zagrożone w Polsce, jak nigdy przedtem, musi zostać wzmocniona i skonsolidowana w PiS frakcja konserwatywna. Ta frakcja, skupiająca prawicowych posłów, nie może ograniczyć się do werbalnej walki o krzyż w sali sejmowej, ale musi wychodzić z projektami ustaw, których celem będzie – wbrew Palikotowi – umocnienie chrześcijańskich wartości w Polsce. Jedną z pierwszych inicjatyw legislacyjnych tego środowiska powinna być inicjatywa złożenia poselskiego projektu ustawy całkowicie zakazującego zabijania dzieci poczętych. Niech PiS będzie jednoznaczny, ideowy i przez to wiarygodny dla tych Polaków, którzy sprzeciwiają się wizji świata Tusko-Palikota, którzy nie godzą się na to, by szatan zakrólował w Polsce.

 

dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP