dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Czy to już Białoruś?

Człowiek patrzy i oczom nie wierzy, słucha i nie wierzy własnym uszom. Informacje z ostatnich dni są nie tylko zadziwiające, ale przede wszystkim niepokojące. Władza, przekonana o swojej doskonałości i nieprzemijalności, zaczyna tracić cierpliwość w związku z coraz częstszymi przejawami krytyki, i to krytyki ze strony ludzi młodych, którzy mieli być jej najwierniejszymi wyznawcami. Rządzący zaczynają reagować nerwowo i tchórzliwie, zadając ciosy w niepokornych obywateli, aby ich zastraszyć, aby przywołać do porządku buntowników. Najpierw zaaresztowano i ukarano mandatami kibiców, którzy rozwinęli transparent „Tusk, ty matole, Twój rząd obalą kibole” i wznosili okrzyki antyrządowe, a ostatnio o 6 rano do mieszkania jednego z internautów wkroczyło ABW, aresztując delikwenta i rekwirując jego sprzęt komputerowy pod zarzutem obrażenia prezydenta Komorowskiego. Czy aby rządząca Platforma Obywatelska nie sięga ostatnio po białoruskie wzorce?

Sprawa „kiboli” jest rozgrywana przez rząd od jakiegoś czasu. Najpierw posłużyła do medialnego „przykrycia” bardzo złego projektu budżetu, który rząd przyjął na kolejny rok, a następnie dała alibi do zamykania stadionów, które nie zostały należycie przygotowane do rozgrywania meczy. I jeśli nawet faktycznie na początku awantura kilku łobuzów dała policji pretekst do słusznej interwencji, to niewątpliwie dalsze decyzje wojewodów o zamykaniu kolejnych stadionów, czyli rozciągnięciu zasady odpowiedzialności zbiorowej na wszystkich kibiców, oznaczały przekroczenie zasady sprawiedliwości i adekwatności kary do popełnionego czynu. Nie ma się co dziwić frustracji kibiców, że działania rządu odebrali jako akcję polityczną, jako zabiegi marketingowe, których oni padli ofiarą. A rząd ich przypuszczenia potwierdził, gdy policja podjęła brutalną interwencję w celu zamknięcia im ust i zastraszenia karami finansowymi za hasła antyrządowe.

Sprawa aresztowanego internauty, który prowadził stronę AntyKomor.pl, jest o wiele poważniejsza, gdyż dotyka delikatnej materii działania służb specjalnych, a konkretnie w tym przypadku ABW, która wobec internauty zadziałała z całą bezwzględnością, jak wobec osoby stanowiącej zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Działanie to, przez jednych uznane za prowokację, przez innych za nadgorliwość służb, miało niewątpliwie legitymację polityczną. Śmieszy mnie bałamutne tłumaczenie posła Niesiołowskiego, że przecież ABW działała na zlecenie prokuratury. Wiemy przecież, że to Agencja a nie prokuratura śledzi Internet, wiemy także, że Agencja nie jest niezależna, bo podlega bezpośrednio premierowi Tuskowi. I premier musiał być o akcji przynajmniej poinformowany, o ile osobiście nie wydał decyzji, bo było wiadomo, że wywoła ona burzę medialną i reakcję opozycji. Teraz ABW będzie starała się znaleźć uzasadnienie dla swego działania, ale pytanie o granice wolności słowa w naszym kraju pozostanie. Czy mamy jeszcze prawo do krytyki władzy, szczególnie, gdy prezydent Komorowski sam się ośmiesza, a rząd Tuska zawala kolejne sprawy, czy powoli jesteśmy tego prawa pozbawiani? Stwierdzenie, że Polska przeistacza się w „miękką Białoruś”, czyli przechodzimy od etapu okłamywania wszystkich obywateli do etapu szykanowania niepokornych, zaczyna nabierać realnego wymiaru.

 

Artur Górski