dr Artur Górski

Poseł na Sejm RP

Kłopot z przeproszeniem Litwinów

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem artykuł Andrzeja Radeckiego przesłany do „Brata” pt. „Kłopoty z Braćmi Litwinami”, w którym autor oczekuje, że Polacy przeproszą za zajęcie i przyłączenie Wilna do Polski w 1920 r. i jego okupację w okresie międzywojennym. Zawsze trzeba przepraszać. Jednak należy przepraszać za czyny popełnione faktycznie, za przewinienia, a nie za akty sprawiedliwości dziejowej. I trzeba także oczekiwać przeprosin drugiej strony. Bo nigdy nie jest tak, że jeśli mówimy o winie, to leży ona tylko po jednej stronie. Jeśli zaś nawet kiedyś, w historii czymś zawiniliśmy wobec Braci Litwinów, to dziś Oni każdego dnia obciążają się winą wobec Polaków w stopniu nie mniejszym, a może nawet większym.

Przede wszystkim sprostujmy kilka mitów, upowszechnionych przez litewską propagandę, której jak widać uległ Szanowny Autor.

Czy faktycznie Wilno w 1920 r. było litewskie? W chwili zajęcia miasta przez 1 Dywizję Litewsko-Białoruską pod dowództwem gen. Lucjana Żeligowskiego w mieście na ok. 130 tys. mieszkańców Polacy stanowili ok. 54 proc., Żydzi – ok. 41 proc., zaś Litwini – ok. 2 proc. Zatem Wilno było miastem raczej polsko-żydowskim, a nie litewskim. Warto zresztą zauważyć, że wielu mieszkańców Wilna i Wileńszczyzny czuło się przede wszystkim Wilniukami. Kim byli Wilniucy? To były „dzieci” Obojga Narodów, wytwór państwa federacyjnego, złożonego z Korony Państwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, ludzie, jak choćby Adam Mickiewicz, którzy określali się jako gente Lithuanus, natinie Polonus.

Czy Polska w 1920 r. zbrojnie anektowała Wilno i Wileńszczyznę? Gen. Żeligowski nie przyłączył Ziemi Wileńskiej do Polski. Na zajętych przez niego terenach powstał organizm quasi-państwowy nazwany Litwą Środkową z własnym Sejmem liczącym 106 posłów i Tymczasową Komisją Rządzącą. W dniu 20 lutego 1922 r. Sejm Wileński stosunkiem głosów 96 „za” wobec 6 „wstrzymujących się” przyjął uchwałę, w której stwierdzono, że „Ziemia Wileńska stanowi bez warunków i zastrzeżeń nierozerwalną część Rzeczypospolitej Polskiej”. Dopiero konsekwencją tego aktu była ustawa polskiego Sejmu Ustawodawczego z 6 kwietnia 1922 r. o objęciu władzy państwowej nad Ziemią Wileńską. Wszystko to odbyło się legalnie, przy uwzględnieniu woli większości mieszkańców Wileńszczyzny, a także za akceptacją Ligi Narodów.

Czy Polska powinna przepraszać za „aneksję” i „okupację” Wileńszczyzny? Do jakiego państwa po I wojnie światowej powinno należeć Wilno, to jest kwestia subiektywnej interpretacji dziejów, do której mają prawo i Polacy i Litwini. Już jednak nie jest kwestią swobodnej interpretacji faktów, tylko niezbitym faktem, że to Litwini, po wkroczeniu hitlerowców na Wileńszczyznę przekazali Niemcom listy proskrypcyjne z nazwiskami polskiej inteligencji, która miała zostać eksterminowana. Nie budzi także wątpliwości udział litewskich żołdaków na służbie hitlerowskiej, którzy masowo mordowali Polaków obok Żydów w Ponarach, gdzie miało ulec zagładzie nawet 20 tys. naszych rodaków. Jakoś Litwini o tej zbrodni zapomnieli i nie mają zamiaru za nią przeprosić, a domagają się przeprosin za wyroki na Litwinach-kolaborantach i zwykłych bandytach, które wileńska AK wykonała w czasie wojny.

Litwini nie mają również zamiaru przeprosić za prowadzoną od kilkudziesięciu lat politykę lituanizacji Polaków. Tu na Wileńszczyźnie Polacy jeszcze się bronią, walcząc o utrzymanie polskich szkół i polskiego języka, ale w Kownie już przegrali i zaniknęli. W mieście tym, które przecież nie należało do Polski, a po I wojnie światowej stało się stolicą Litwy, w 1919 r. żyło 45 proc. Polaków, w 1938 r. już tylko 10 proc., a dziś do polskich korzeni przyznaje się zaledwie 0,2 proc. mieszkańców miasta. W latach 60. zamknięto w Kownie ostatnią klasę z językiem polskim, a obecnie Litwini starają się zlikwidować 50 proc. polskich szkół na Wileńszczyźnie, aby polskie dzieci były uczone w szkołach litewskich, a ich dzieci myślały już po litewsku. Dlatego najpierw Litwini powinni zaniechać swojej polityki lituanizacji naszych rodaków, a dopiero później możemy pomyśleć o wzajemnych przeprosinach. Bowiem jestem pewien, że jeśli nawet dzisiaj Polacy przeproszą pierwsi, a także Litwini zdecydują się na ten gest, to będzie miał on jedynie wymiar historyczny. Bo nic nie wskazuje na to, żeby Litwini byli skłonni zaniechać swojej polityki asymilacyjnej względem mniejszości polskiej, gdyż z ich punktu widzenia jest to litewską racją stanu, skoro traktują Polaków na Wileńszczyźnie jako „agentów” państwa polskiego. Czy zatem potrzebne są nam puste, nic nie znaczące gesty przeprosin? Zaczekajmy na zmianę litewskiej polityki względem Polaków z Wileńszczyzny.

 

dr Artur Górski

członek Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP

i Sejmu Republiki Litewskiej